czwartek, 28 października 2010

PRZED PÓŁNOCĄ...

wieje (prawie) huraganowy wiatr

piję colę z finlandzkim dodatkiem (czystej wódki nie pijam, zresztą coli czystej też nie !)

słucham nocnej audycji w PR1 (Tam już po północy)

obszywam krajkę aksamitem (na pas)

K.się pyta: - co to za muzyka?


piękna muzyka- posłuchaj:





/...organizowałam kiedyś recital Kleyffa
takich ludzi już nie ma
jeden z ostatnich... /


klękam przed Jego tekstami !

środa, 27 października 2010

RELATYWIZM KULTUROWY cz. I

była też taka noc spędzona w śpiworach na sali balowej w Muzeum Narodowym we Lwowie
z oknem wychodzącym na bank; w którym uzbrojeni ochroniarze cały czas chodzili po budynku ze świecącymi latarkami

dlatego nie mogliśmy wyglądać przez okno, żeby nas nie zauważono /

i właściwie nie mogłam tego widzieć:

- jak jedyna (wówczas) oświetlona w nocy, na całej długości ulica w mieście ukrywała na ławkach mongolskie żebraczki i kobiety z odległych wiosek, które rano na płachtach sprzedawały ciasta, jaja i owoce obok, tam za rogiem,
- jak kilku staruszków wciąż grało na ławce w szachy a przygrywał im na akordeonie kilkuletni chłopczyk obwieszony złotymi łańcuchami,
- jak błyszczące i szybkie  samochody (-takich nawet w Irlandii nie widziałam) zatrzymywały się przy nocnych lokalach Prospektu Swobody (- wysiadały z nich piękne, młode dziewczyny i mało przystojni starsi panowie)
- jak turyści sikali w różane klomby a okoliczna młodzież licytowała się ile portfelów tego wieczoru uzbiera ...

nie mogłam tego widzieć (strażnicy co jakiś czas świecili również i w nasze okno)
z odgłosów dochodzących spod budynku- mogłam się tylko domyśleć, jak niebezpiecznie jest tu o tej porze ....

ale widziałam nieziemskie freski, rosyjskie stroje ludowe, zabytkowe sprzęty, piękne portrety, nieznane instrumenty... wszystko to w świetle księżyca.

potem K. przygotował nam kolację: przysmak śniadaniowy z kwasem chlebowym smakował wyśmienicie.
było bosko!

a na granicy - (jak już zapłaciliśmy za wstęp do Polski) - miałam łzy w oczach: że MOGĘ WRÓCIĆ do ojczyzny (- złożyło się na to wiele przeżytych na Ukrainie sytuacji, zatłoczonych autobusów, zapomnianych wsi i pozamykanych drzwi itp.itd.)




___________________________________________
* relatywizm kulturowy- postawa przeciwna do etnocentryzmu. Jest to umiejętność zauważenia mnogości i różnorodności kultur oraz historycznych uwarunkowań odrębności kulturowych bez ich niewłaściwego oceniania. Postawa taka pozwala zrozumieć sposoby działania i myślenia różnych społeczności, mając na uwadze, że jest to możliwe tylko w odniesieniu do przypisanych tym społecznościom symboli, wartości, znaczeń, własnych, specyficznych reguł. Relatywizm kulturowy w swych założeniach dąży do postaw tolerancji i szacunku.


** nocleg w salach muzealnych był legalny :)
byliśmy protegowanymi prof. Kamockiego. Badania terenowe wymagały również obserwacji czynnej- uczestniczącej w przedziwnych miejscach (...)

*** relatywizm kulturowy zobaczyłam w oczach wystraszonej do granic możliwości sprzątaczki, która zastała mnie we wczesnych godzinach porannych w toalecie. Zdębiała na widok jednej takiej, która w dziwnej pidżamie myła sobie w muzealnej toalecie zęby....

poniedziałek, 25 października 2010

O WRZOSACH, AFRYCE I ZNACHORCE (- zapiski terenowe)

Dwa razy dziennie PKS-y odjeżdżają w tamte strony.
Byłam nie tak dawno...
Mało kto do nich wsiada, bo wokół olbrzymie połacie lasów i pól. Tylko w czwartki autobus jest pełny; ludzie tłoczą się aż na schodkach- tuż obok kierowcy. Wszyscy wracają z targu. Z miasta.

Raz w tygodniu kobieciny zakładają co ładniejsze chustki na głowy, starsi panowie: śmierdzące naftaliną filcowane kapelusze. I jadą. Wkładają jaja do koszyków w które jesienią zbiera się ziemniaki i grzyby. Czasem nic nie mają, ale wtedy też jadą- pooglądać towary, spotkać się ze znajomymi.

- Kierowca stać! Pasażer biegnie!- krzyczy ktoś z ostatnich siedzeń.
Zdyszana kobieta próbuje znaleźć sobie miejsce na schodkach autobusu. Pomarszczone i brudne ręce podają pieniądze odliczone na bilet. Ja swój wciąż trzymam w dłoniach i mu się przyglądam: 8,40zł - tyle kosztuje mnie podróż do Afryki.

***

Autobus zatrzymuje się wśród lasów, za tartakiem. Nie ma tu ludzi ani samochodów. Nic prócz skaczących po ścieżce koników polnych. 
Na jednym z drzew przy szosie jest przeżarta przez korniki deska na której ktoś biała farbą napisał: AFRYKA i zrobił strzałkę w bok. To jedyny drogowskaz, ślad, że taka wieś w ogóle istnieje.

Jak pani Basia zimą chce się dostać ze wsi do szosy, to musi z domu wychodzić wcześniej, by mieć czas na pokonanie zasp śnieżnych. Tylko dwóch mieszkańców ma samochody ( ale niezbyt często nimi jeżdżą). Nie ma tu żadnej ulicy; po środku wsi biegnie ścieżka; która pełni rolę drogi, chodnika i centralnego miejsca spotkań sąsiedzkich. Na tej ścieżce toczy się życie całej wsi.
W czwartki po południu jest tu tłoczno. O tej porze czerwony polonez truck przywozi chleb, serki Danio i chrupki z miasta  ( świeżutkie, skusiliśmy się !). Pochylone sylwetki staruszków tłoczą się przy bagażniku. Muszą się spieszyć, bo sklep otwarty jest tylko pół godziny. Później odjeżdża do innej wsi.
- To nasz jedyny kontakt ze światem. My rzadko stad wyjeżdżamy, bo wszędzie daleko a i pieniądzów nie ma - mówi kobiecina w zielonym swetrze i wkłada dwie paczki chrupek do reklamówki.
- Po co mamy jechać do miasta, skoro ono samo do nas przyjeżdża? - śmieje się bezzębny pan Irek.
Widać, że przyjazd sklepu to jedna z większych atrakcji dla wsi.
- Byli tu u nas w tamtym miesiącu urzędniki z miasta i telefony chcieli nam zakładać! - uśmiecha się z politowaniem inny staruszek.- Ale po co takim starym ludziom telefony, się pytam? Wystarczy, że prąd mamy i telewizory możemy oglądać.
- A maja państwo dla nas prezenty?- staruszka szturcha mężczyznę w kapeluszu i zaczyna nam się uważnie przyglądać. - Bo ostatnio też do nas przyjechali tacy młodzi ludzie i mówili, że prezenty dla nas mają... A potem kazali za nie płacić  po 200zł!
- K... takie wielkie pudła z samochodu wyjmowali i nam rozdawali! Wszystkich nas nabrali!
- Pani, bo my tu ciemnota! Nie znamy się a te młode chcieli nas wyrolować- właścicielka chrupek ostatnie zdanie mówi już szeptem.
- A państwo to po co do nas przyjechali? - padło w końcu wiszące w powietrzu pytanie.
- Domy fotografować?
- A może nasze chałupy chcecie nam pozabierać, co?





































***

 O Grudzinie (- nazwisko zmienione) dość długo zbieraliśmy informacje. Miała być jedyną szeptuchą w centralnej Polsce. Informatorzy, którzy nam o niej opowiadali nie znali jej miejsca zamieszkania. Jak była potrzebna to przychodziła. Może to tylko plotka, że splunęła na dziecko i ono zaczęło widzieć? Albo jak odczarowała wszystkie krowy pana M. bo ktoś im mleko ukradł?
Dopiero po długim czasie udało nam się ustalić wieś z której znachorka pochodzi.
- Aaa, do Grudziny żeście przyjechali?- pobłażliwie uśmiecha się najmłodszy jegomość z całego towarzystwa
- Tam pod lasem mieszka. Tylko się nie wystraszcie- już rechocze.

Mała grupka pogarbionych staruszków ze ścieżki znika za zakrętem.
Mijamy piękne, drewniane chałupy kryte strzechą. Piękne były przed laty. Teraz pochylają się ze wstydu.
Półnagie belki stropu wykrzywiają się w stronę sadu- jakby chciały przeprosić za swój stan. 
Nie patrzeć. Nie ma dachu.
Brudne i zakurzone szyby wstydzą się swojej nagości.
Za wszelka cenę, chcą pozostać niezauważone- dlatego zapraszają wilgoć.
Nie patrzeć. Nie ma firanek.







































Dochodzimy do zagrody szeptuchy.
Już wiemy dlaczego staruszek tak rechotał...
Nie ma śladu już po chałupie- to co zostało na ziemi zarosły wrzosy. Wokół pełno wrzosów (na polu, tu zwykle nie rosną).

Wrzos to nieprzychylne ziele. Z daleka wygląda pięknie i mami swoja barwą. Z bliska- nie pachnie i przynosi nieszczęście jak się go przyniesie do domu. Dlatego w dawnej tradycji wrzosy palono i kadzono nimi obejście ( -forma ochrony przed złem).
Zawsze rosną w stadach, kępach ( - wtedy maja większą siłę).
I wierzcie lub nie- na wrzosowiskach zawsze działy się rzeczy niezwykłe!
Nikt nie lubi wrzosów. Zapytajcie starych.
Grudzina je specjalnie zasadziła...




















Słońce schowało się już za koronami drzew. 
Tu, z szosy nie widać już w ogóle wsi. Słychać tylko wieczorne ujadanie psów. Z głębi lasu dochodzą odgłosy tartaku. Czekamy na ostatni autobus, który nas stąd zabierze.
Ale wrócimy niedługo.
Bilet do Afryki kosztuje tylko 8, 40zł.
Wrócimy...
Tylko, czy Afryka jeszcze tu będzie???


______________________________________

*  na podstawie taśm dyktafonowych i notatek  terenowych. Centralna Polska.



piątek, 15 października 2010

OPOWIEM CI O MUZYCE W PEWNYM KRAJOBRAZIE

/  fragmenty.  popełnione w którymś tam roku . drukowane w Kwadracie  /


miejsca ukryte gdzieś w kurzu tysięcy polnych dróg...
są postaci eteryczne, prawie niezauważalne z których każda ma własną opowieść...
będzie o Tych, którzy stanowią silne i stałe źródło wzruszeń, rozczarowań i refleksji.

_________________________________________
______________________


Zamknij oczy i przypomnij sobie najbardziej magiczne wydarzenie w Twoim życiu.
To, które przechowujesz gdzieś na dnie wspomnień.
Przypomnij sobie obrazy, dźwięki i zapachy. Przypomnij sobie ludzi i miejsca.
A były tam drzewa? Świeciło słońce, czy księżyc?
Chcesz Tam wrócić?

Każdy z nas ma wspomnienie CZEGOŚ. Czasem to tylko ledwie mgnienie chwili. Skrawek pejzażu. Garść emocji.
Czasem to jedynie zapach porannego dworca i parność zaspanych przedziałów pociągowych...

Nie otwieraj oczu!
Zapraszam Cię w Moją podróż.
Zapraszam Cię do Inowłodza...

 (...)

Muszki wpadały do oczu, a my jechałyśmy sosnowymi lasami.
Do maleńkiego miasteczka, ukrytego na skraju dawnej puszczy spalskiej. Kilka sklepików, tartak, synagoga i górujący na wzgórzu Kościółek Św. Idziego (-jeden z najstarszych zabytków epoki romańskiej w Polsce). Rozlewisko najczystszej rzeki w kraju; bagna, lasy i pola.
Dla jednych prowincja. Dla mnie- magia.

W taką oto przestrzeń wkradł się FESTIWAL MUZYKI W KRAJOBRAZIE. Na kilka dni i nocy mieszkańcy miasteczka zostali wyrwani ze swojej codzienności.
Z ciekawości powynoszono krzesła przed chałupy i zaczęto obserwować...
Nie na co dzień przecież widzą spacerujące po ulicy piękne Murzynki, niosące olbrzymich rozmiarów bębny . Nigdy wcześniej nie widziano tu tylu kolorowo poubieranych ludzi w potarganych (-dredy) włosach i dziwnych chustach na głowie.

Przyglądali się i dziwili.
Nie wiedzieli jeszcze, że ich przystanek PKS stanie się miejscem wydarzeń teatralnych. Nie przypuszczali nawet, że sami  będą przychodzić na wieczorne koncerty, a ostatniego dnia będą odwozić uczestników festiwalu na dworzec do pobliskiego Tomaszowa.
Nie spodziewali się, że zatęsknią za dźwiękami tam- tamów (- a tęsknią!).

(...)

Muzyka.
Muzyka Jakiej Świat Nie Widział.
Psychodeliczna i głośna. Subtelna i cicha. Na scenie, na wzgórzu, w kościele, w lesie. Nagrzana słońcem ziemia dudniła odgłosem afrykańskich bębnów. Ciemny las zatrzymywał echo ukraińskich pieśni. Konary rytmicznie nuciły...


(...)

Nie wytrzymali.
Już pierwszego dnia pojawiła się pod główną sceną reprezentacyjna grupka mężczyzn, którzy początkowo nieufnie spoglądali na to całe towarzystwo, jednak z czasem...
Kilku starszych mężczyzn zawitało do indiańskiej wioski   (- podobno tańczyli ?).
Jakieś staruszki widziane były na straganach wydawnictw sprzedających niezależna prasę  (- ziny ekologiczne oglądały). Natomiast jeden z najodważniejszych (i chyba najstarszych mieszkańców miasteczka) zdecydował się na solowy koncert na scenie. Przy akompaniamencie zespołu z Nigerii...

(...)

Tamci poszli nocą nasłuchiwać Muzyki Lasu.
Reszta tkwiła w etnicznym i wysmakowanym pląsie księżycowego transu. Flety, fujary, czynele tybetańskie, didjeridu , misy pocierane, drumle. Magiczne Karpaty zaczarowały.
Byliśmy daleko.

(...)

... ale najważniejszy był chyba krajobraz! O zmierzchu. O świcie. Nasączony muzyką.
Zawsze inny.


Często Tam wracam. Od dawna nie ma już tych namiotów i ścieżek wydeptanych wśród sitowia. Ziemia na polanie juz nie pachnie nepalskimi kadzidłami, ale jak się przyłoży do niej ucho, to można usłyszeć przytłumione tam- tamy (-za którymi tęsknią mieszkańcy).
Wystarczy tylko zamknąć oczy...

Muzyka w krajobrazie.


_________________________________
________________________________________________________

* odbyło się kilka edycji Festiwalu w Inowłodzu.
   później zmieniła się już formuła, ludzie i muzyka.
  już nie było tak jak Wtedy.

* za Inowłodzem w stronę Zakościela, na trzecim zjeździe do lasu mam jedną z moich duchowych chałup.
na rozgrzanych skarpach Pilicy.
cudnie Tam.

wtorek, 12 października 2010

LIST MIŁOSNY






















wyznanie miłości znaleziono lata temu,
pod łóżkiem ośrodka wczasowego w Podegrodziu
podczas badań terenowych.



p.s
się ma tyle notatników to się przechowuje różne skarby ;)


sobota, 9 października 2010

MIEJSCA ŚWIĘTE, MIEJSCA PRZEKLĘTE

Dawne czasy ukształtowały typ umysłowości prostego człowieka przepojonego wiarą w istnienie nadzmysłowych sił i magicznych miejsc, które mogą człowiekowi szkodzić; ale na które można wpływać poprzez odpowiednie praktyki magiczne.
Tę wiarę umocnił Kościół afirmując je, a niejednokrotnie stosując różnego typu egzorcyzmy mające na celu wypędzić szatana z opętanego...

Niestety, cały bogaty świat fantastycznych istot i zjawisk, jakie w świadomościach mieszkańców zamieszkiwały pola, lasy i bagna- odchodzi powoli w przeszłość. Nie jest to korzystne dla kultury wsi polskie, gdyż wieś pozbawiona swojego świata przeszłości- traci tożsamość kulturową! I staje się obca nawet dla jej mieszkańców...

_________________

Współczesność zdewaluowała  pojęcie świętości. Dziś już nie ma świętych miejsc.
W kościołach odbywają się pokazy mody (Francja), czy zabawy taneczne (Niemcy). Nawet w katolickiej Irlandii budynki kościelne ulegają publicznej profanacji- w centrum Dublina można smacznie zjeść i wypić kolorowe alkohole w restauracji, która powstała we wnętrzach starego kościoła. Znajoma Hiszpanka mojej siostry mieszka w kościele, który przerobiono na apartamenty (!). Podobno ma nieziemskie witraże w łazience...

Świątynią dla współczesnego człowieka stają się centra handlowe, puby, czy boiska sportowe, gdzie pielgrzymki odbywają się 24/7 (-modny ostatnio znak marketingowy: całą dobę- w każdym dniu tygodnia)...

___________________________
__________________________________________

Są jednak nieliczne jednostki w szeregach McŚwiata, które przechowują wspomnienia pokoleń, tradycję przekazywaną z dziada pradziada. Tradycję, której należy się uszanowanie.

Chciałam Wam opowiedzieć o miejscach, które dawniej uznawano za święte albo przeklęte.
Przy okazji przeprowadzania różnych wywiadów i ankiet etnograficznych spotykałam się często z opowieściami starych ludzi, dla których świat fantastycznych istot, magicznych miejsc i nadprzyrodzonych zjawisk był elementem ich codziennej egzystencji. Był to inny, ludowy sposób pojmowania i wyjaśniania rzeczywistości. Przechowywany w opowieściach i tradycji kultury ludowej, która właściwie już umarła...

Opowiem o tym, co pamiętam. O drogach, którymi nie pozwalała mi babcia chodzić i o krzyżach przy których zawsze trzeba było się żegnać i przynosić świeże kwiaty. Posłuchajcie...



POLE [ polna droga, polny kamień, sad, polne krzyże i kapliczki]- miejsca newralgiczne znajdujące się na granicy światów, dzieją się Tam rzeczy niezwykłe.

Moja babcia mieszkała na obrzeżach miasta. Zaraz za ostatnimi domostwami rozciągały się pola. Uwielbialiśmy się tam bawić! Ale mieliśmy też pewne zakazy:

- nie wolno w południe wychodzić w pole, bo to czas Południcy (dawniej w pewnych regionach rolnicy w okolicach godziny 12-tej schodzili z pola, bydło zostawało zaganiane do domów, by po kilku godzinnej przerwie powrócić).
Pewnie bym o tym dziwnym zakazie nie pamiętała, gdyby nie relacja mojej siostry, która pewnego dnia sama bawiła się w polu i w południe widziała jak Południca idzie drogą ! Siostra w popłochu uciekła przed nieoczekiwanym spotkaniem. Zostawiła lalkę, którą później oczywiście nie mogła znaleźć.
Zabrała ją Wiedźma Polna!

- w polach znajdowała się również tzw: Głęboka Droga ( jest do tej pory, zarośnięta)- miejsce, gdzie w czasie wojny chowani byli żołnierze. Oczywiście mieliśmy bezwzględny zakaz bawienia się Tam. Okoliczna ludność bała się spotkania z zabłąkanymi duszami poległych i na skraju Głębokiej Drogi postawiono drewniany krzyż ( z dawnego domu babci) i kapliczkę. Krzyże mają magiczną  moc; chronią przed złymi mocami. dlatego należy o nie dbać, dekorować na święta i przynosić świeże kwiaty.
Dziecięca wyobraźnia jest niesamowita- ileż razy widziałam tych zakrwawionych, zabłąkanych żołnierzy! Baliśmy się tam chodzić...
Parę lat temu widziałam jak kobitki wciąż odprawiały majówki przy polnej kapliczce.
Kolejny zanikający zwyczaj.

- pośród pól znajdował się olbrzymi głaz, babcia mówiła, że to diabelski kamień (- miał odciśnięte kopytka diabła) i tam również nie wolno było chodzić...
Kamienie w dawnej świadomości ludu były szczególne- święte, albo przeklęte. Na kamieniach składano ofiary, pod kamieniami można było różne rzeczy ukrywać- były miejscem kontaktu ze zmarłymi ( cmentarze),
ale też symbolem płodności związanym z Matką Ziemią (-stąd zwyczaj ślizgania się po kamieniach bezpłodnych kobiet).
Jeszcze czasem można na polach spotkać wyeksponowane kamienne głazy; wiecie już w jakim celu?

A ileż miejsc przeklętych znajdowało się za łąckim lasem.
Tam na bagnach...
...

_______________________________
_______________________________________________

Pomagałam kiedyś koleżance opiekować się grupą dzieci na rajdzie górskim. Pewnego dnia zeszliśmy z gór, by zwiedzić okoliczną wieś wraz z zabytkowym kościółkiem na cmentarzu. Opowiadałam im o tej przepięknej architekturze drewnianej; dotykaliśmy i wąchaliśmy. Wspomniałam im też o sposobach w jaki dawniej urządzano cmentarze, jak żegnano i chowano zmarłych. O małych, brzydkich grobach znajdujących  się ZAWSZE pod murem cmentarnym. Tam chowano samobójców i nienarodzone dzieci- ich dusze nie miały prawa spotkać się z innymi.
Poprosiłyśmy dzieciaczki, żeby sobie same pochodziły po kościółku i pooglądały obrazy i ołtarze.
Dzieci znikły.
Znalazłyśmy je  pod murem cmentarnym wokół tych małych, brzydko ociosanych krzyży- modliły się za niewinne dzieciątka i płakały, ze Ich groby nie mogą znajdować się na środku cmentarza....


- to tylko przykład tego, jak tradycja zanika i umiera na naszych oczach, bo, kto teraz przestrzega takich bzdurnych i naiwnych zakazów???

__________________________________________

Magiczny i ludowy sposób pojmowania rzeczywistości już umarł.

Nie ma dla niego miejsca w McŚwiecie.

Czy da się uchronić od zapomnienia, to, co zostało zapomniane?

wtorek, 5 października 2010

MUZYKA, KTÓRA MNIE PRZENIKA...

wszystko przez znajomą z Kanady, która przysłała mi w mailu muzykę po której nie sposób usnąć

brzmienia Naszej Młodości...

dźwięki budują nastrój dzisiejszego wieczoru

muzyka- to duch uśpiony w ciele!


******************************

w związku z tym, chciałabym Wam zaproponować zabawę pt: " Muzyka, która mnie przenika"-
wybierzcie 3 utwory, które są dla Was najważniejsze; takie, co to szarpią struny duszy, które budują Wasze wspomnienia...
pozwólcie innym poznać te ważne z jakiegoś tam powodu dla Was dźwięki...

- wklejcie linka z YouTube, albo podajcie tytuł i wykonawcę
i jak to bywa w szczęśliwych łańcuszkach (czy ja kiedyś pisałam, że niekoniecznie popieram ??) - zachęćcie  3 osoby, żeby podzieliły się z innymi muzyką swojej duszy...

no to ja zaczynam:

1-


bo przypomina mi moja hippisowską młodość (!) . Genialny trans.


2-


jezzzuuu - muzyka Dead Can Dance jest dla mnie bezwzględnie najważniejsza! Z 10.000 powodów. Amen.


3-


najgłośniej w mojej duszy rozbrzmiewa muzyka wiejska, ludowa... Tu Kapela Ze Wsi Warszawa, bo ukochana a ten utwór kilkanaście lat temu zaczarował mnie na Pewnym festiwalu, na zboczach Pewnej góry...
Ech!


****************************

wiele tu osób, których muzykę duszy chciałabym poznać... niestety- reguły zabawy żelazne :)))
na pierwszy ogień idzie:

- Paulina ze wsi
- Magda ze skrzypiących traw
- Ewa z pewnej zagrody

Kobiety! Idę tam zaraz do Was z informacją, że zostałyście nominowane :)

ale zachęcam wszystkich, którzy czują potrzebę podzielenia się z innymi swoimi Najważniejszymi Dźwiękami!

sobota, 2 października 2010

O TYM JAK PODNIEŚĆ ODPORNOŚĆ ORGANIZMU, CZYLI: MEDYCYNA NIEKONWENCJONALNA


Dziś będzie o zdrowiu.
O tym jak nie dać się jesiennym przeziębieniom i jak zyskać energię do życia.
Chciałabym Wam opowiedzieć o kilku skutecznych metodach stosowanych w mojej rodzinie od dawna.
Nie łykam witamin. Nie faszeruję się syropami (no, chyba, że w sytuacji podbramkowej). Szukam alternatywnych i naturalnych sposobów obrony organizmu przed infekcjami.
Przygotowania do sezonu grypowego należy rozpocząć już teraz.
Posłuchajcie...

 Żeby pozbyć się z organizmu przyczyn wielu chorób i złogów w pierwszej kolejności trzeba wyprowadzić z niego zalegające toksyny. Należy przeprowadzić gruntowne oczyszczanie; żeby zaczął funkcjonować właściwie i harmonijnie.
Metod oczyszczania jest wiele:
- głodówka,
- lewatywy,
- oczyszczanie za pomocą soków warzywnych i naparów ziołowych itd.
Można też skupić się na najważniejszych organach tj: wątroba i jelita i tu zrobić generalny porządek. Każdy w zależności od preferowanego sposobu, funduszy i czasu (-takie kuracje trwają po kilka tygodni i tu potrzebna jest wytrwałość i cierpliwość) - może znaleźć właściwy sposób dla siebie.

Ja od dawna jestem wierna kuracji oczyszczającej za pomocą kefiru. Skuteczna w 100% i trwa tylko 3 dni. Kiedyś przeprowadzałam ją razem z moją mamą- pod koniec dnia nie mogłyśmy patrzeć na kefir, więc, żeby uatrakcyjnić sobie jego przyswajanie wybrałyśmy się na łąki przy rzece. Siadłyśmy na pagórku i raczyłyśmy się naszym lekarstwem. Wzbudziłyśmy niemała kontrowersję- była to pora zaganiania krów, i biedne kobitki z niesmakiem spoglądały na nas, myśląc niewątpliwie, że to jakieś alkoholiczki albo narkomanki - ze wstydu trochę w krzaczki się schowałyśmy :O

Do rzeczy- oczyszczająca kuracja kefirem wg. Tombaka:

1 dzień-  wypić 2,5 litra kefiru w 6 dozach. Nie można spożywać żadnych posiłków oprócz sucharków- najlepiej z czarnego pieczywa.
2 dzień-  wypić 1,5- 2 litrów soku z jabłek w 6 dozach. Jeść tylko sucharki.
3 dzień-  przez cały dzień należy jeść sałatki z gotowanych na wolnym ogniu warzyw tj: burak, marchew, ziemniaki. Można dodać jedynie olej albo cebulę + sucharki :)

To jest najlepszy sposób na oczyszczenie przede wszystkim jelita grubego. Po tej kuracji organizm będzie w dużej mierze oczyszczony z toksyn i gotowy do-

kuracji cytrynowej- oczyszczającej CAŁY organizm z kwasu moczowego i wzmacniającej ogólną odporność:




Nie należy się obawiać, że tak duża ilość soku z cytryny zakwasi układ trawienny: gdy sok zostaje wypity enzymy w jamie ustnej zmieniają go na słodki smak. Tak więc do żołądka dochodzi kwas cytrynowy i askorbinowy. Cytryna jest cudownym antidotum na oczyszczenie organizmu z nierozpuszczalnych soli i śluzu. Bogata w witaminę C, mikroelementy, hormony jest owocem, który w dużych ilościach powinien ZAWSZE znajdować się w każdym domu.

Ja stosuję zazwyczaj kuracje profilaktyczną (- jestem właśnie w trakcie), choć niektórzy wierni są jedynie kuracji leczniczej- wypijając sok z 40 cytryn dziennie (!).
Wersja light wg. Tombaka-

Po dokładnym umyciu i RĘCZNYM wyciśnięciu cytryny pić sok wg schematu:
dzień 1 i 10 - 1 cytryna
dzień 2 i 9 - 2 cytryny
dzień 3 i 8 - 3 cytryny
dzień 4 i 7 - 4 cytryny
dzień 5 i 6 - 5 cytryn

Sok najlepiej pić na czczo lub tuż przed położeniem się do łóżka. Jeśli ktoś nie może pić czystego roztworu- można rozcieńczyć wodą i dodać łyżkę miodu (- tak piła zawsze moja babcia rano). Ja kuracje cytrynową przeprowadzałam nawet będąc w ciąży- ze zdrowym skutkiem dla Ptyśka :)
W przyrodzie nic nie powinno się marnować, dlatego:

- wyciśniętych połówek cytryn nie należy wyrzucać, gdyż zawierają cenne substancje korzystnie wpływające na prace serca, mózgu i naczynia krwionośne. Należy je drobno posiekać, przełożyć do słoika zalać miodem, lub cukrem i trzymać w lodówce. Po ok. 10 godzinach powstanie wspaniała esencja, która można pić z wodą zamiast innych napojów ( albo dodawać łyżeczkę do białej herbaty- pycha!).
- eliksir młodości można zrobić z 21 ziaren cytryny rozdrobnionych i zalanych 100 ml spirytusu. Należy odstawić na 7 dni w temp. pokojowej i pic na czczo po 1 łyżce stołowej 2 razy dziennie.

_____________________________________

Jeśli ktoś nie ma czasu lub ochoty na przeprowadzanie takich kuracji to namawiam przynajmniej do zjadania połówki czerwonego grejpfruta przed snem (- moja mama) lub ssania łyżki oleju słonecznikowego (- moja siostra). Szczególnie do tego ostatniego- przekonajcie się co można wyssać z organizmu po 10-20 minutach!

_____________________________________

Serdecznie polecam również cykliczne audycje INSTRUKCJA OBSŁUGI CZŁOWIEKA, które można wysłuchać też w mojej spiżarni na półce z audycjami radiowymi :)  Wiele dobrego w nich jest;  inspirują do tego  jak nauczyć się świadomie odpowiadać za własne zdrowie, życie i emocje.
_____________________________________


wszystkim dużo zdrówka życzę i oby jesienne zmęczenie i infekcje nas nie dopadły :)
byle do wiosny!