czwartek, 30 września 2010

STARYCHY LUDZI I DOMÓW SIĘ NIE PRZESADZA

Opowieść o starej kobiecie i starym domu
Jej i Jego już na tym świecie nie ma.

_________________________________

 ON

Czas powstania budynku był datowany na 1780r.

Usytuowany elewacją frontową na południe, szczytem do drogi- czyli charakterystyczny układ dla architektury ludowej w centralnej Polsce. Był typowym, jednotraktowym symetrycznie domem składającym się z sieni, 2 izb i komory. Ściany zostały wzniesione na podwalinach z luźno ułożonych kamieni polnych, które w miarę wykruszania były uzupełniane.
Do budowy chałupy użyto sosnowych połowin, które zwęglowano " na rybi ogon". Zaciosy wykonano ręcznie- siekierką. Ostatki na węgłach oraz końce przyciesi poprzecznych wystawały na ok 8 cm. W elewacji frontowej i tylnej widoczna węgłowa konstrukcja ściany oddzielającej główny budynek mieszkalny od dobudowanej nieco później drwalki. Ściany uszczelnione mchem i gliną, obustronnie bielone.
Budynek nakryty 4 spadowym dachem  o konstrukcji krokwiowo- płatwiowej . Poszyty słomą schodkowo- tzw: zakłosy (- do ich tworzenia nie użyto sznurka).
Dom został postawiony bez użycia gwoździ. Były stosowane później, do mocowania zawiasów w drzwiach...


Trafiłam do tej chałupy parę lat temu. Wówczas stan techniczny drewna był zły ( ze względu na wiek); mocno zniszczone progi, ubytki w przyciesiach i silnie osłabiona konstrukcja dachu. Strzecha przykryta była czarną folią- nie prezentowała się okazale. Okres gwarancji dla chałup krytych strzechą to ok: 40 lat. Tu od 60 lat nie zmieniono pokrycia dachu.

Niemniej dom wzbudzał liczne zainteresowania- była to zabytkowa, zamieszkana chałupa kryta strzechą z zachowanym tradycyjnie układem wnętrz i wystrojem.
Domem interesowało się wielu ludzi. Przyjeżdżali, fotografowali, nagrywali filmy etnograficzne, odbywały się plenery malarskie... Pewna para z Zakopanego przez kilka lat z rzędu zajeżdżała i oferowała przeniesienie go w swój region. Także łódzka Katedra Etnografii miała zobowiązujące plany względem budynku (nie wspominając już o lokalnym muzeum!).

... Tymczasem jego jedyna mieszkanka żyła na granicy ubóstwa-  nie stać ją było na ubezpieczenie domu-  drewniane są w ubezpieczeniu droższe od murowanych.
Z przeciekającym dachem, zjadaną przez korniki konstrukcją dębową, schorowana i cierpiąca na pogłębiającą się jaskrę [ zdecydowanie mam szczęście do tracących wzrok staruszek- pisałam o tym niedawno ] - pani Marianna żyła samiuteńka w jednej z nielicznych takich chałup w całej Polsce...


ONA

" Pani Marianno przebacz mi
Że ja tak otwarcie mówię Ci
Twoje serce z moim złączy się 
Bo mi Twoja buzia spodobała się.

Panie żołnierz, Pan se ze mnie drwi
A mnie do kochania serce drży
A z miłości mnie aż swędzi brew
Lubię takich, co mają gorącą krew."



















Pierwszy raz do staruszki pojechałam razem z moja mamą; starszym kobietom łatwiej znaleźć wspólny język.
Później jeździłyśmy tam na zmianę. Uwielbiała nasz jabłecznik z antonówek...

Marianna miała ponad 80 lat. Wyleniałego kocura okupującego zawsze próg chałupy. Nieżyczliwych sąsiadów i kilka hektarów ziemi leżącej odłogiem. Miała piękny stary Dom wraz z zabytkowymi już sprzętami, które można już tylko oglądać w skansenach.
Miała też swoje opowieści, których nie miał kto wysłuchiwać...



Tak miała dzieci- porozjeżdżały się po świecie. Jeden syn chciał ją nawet wziąć do miasta, ale ona nie chciała rozstać się z chałupą; mówiła, że starych ludzi i domów się nie przesadza.

 " A czy Pani coś w posagu ma?
   Bo to najważniejszą rolę gra. 
   Bo bez tego nie można żyć
   A tym bardziej o miłości śnić.
Mam w posagu łóżko, kołdry dwie
I materac stary znajdzie się
I małego syn ma ja też
I cóż Ty więcej ode mnie chcesz? "

Ludzie już zatracili wątek narracyjny w swoim życiu. Nie mają czasu na opowieści.
Marianna w swoich wspominkach zbierała dziewannę na kaszel, wyplatała wiklinowe kosze, robiła wycinanki i bibułkowe kwiaty do świętego kącika ( kto teraz taki posiada?). Snuła te swoje opowieści i wyszywała barwne obrazy; szczęśliwa, że ktoś chce jej słuchać.
Najbardziej lubiła opowiadać o obrządkach związanych ze świętami z nadchodzącą niedzielą, kiedy stawała przy buzujących na pełnym ogniu garach i wrzucała bochenki do pieca, mieszczącego nawet do sześciu złocistych darów Pana:





Los Marianny jest udziałem losów wielu podobnych jej kobiet, żyjących samotnie w walących się chałupach na zapomnianych wsiach.
Czasem warto skręcić w boczną drogę i zrobić tyle, ile można-  przynieść komuś wodę ze studni, pomóc narąbać drzew albo po prostu wysłuchać.

Opowieści przynoszą ukojenie...

___________________________________________

* kilka miesięcy po naszych spotkaniach zmarło się pani Mariannie. Nie doczekała zimy. Przemarznięta i nieogrzewana przez długi czas chałupa zaczęła się rozsypywać. Już nie miała dla kogo stać. Drewno i piec rozebrali miejscowi.

* cytaty pochodzą z piosenki, którą nam właścicielka często nuciła ( mąż jej przygrywał za życia na skrzypkach)

* przekazywanie starych i zabytkowych chałup na rzecz skansenów nie jest skomplikowaną procedurą. Obecnie już właściwie niepraktykowane ze względu na zły stan techniczny domostw i bardzo duże środki finansowe takiego transportu.

środa, 29 września 2010

czwartek, 23 września 2010

Dub FX

taki trans też lubię :)

nie dziwię się wcale, dlaczego K. ma Dub FX w swojej Energy Package przed każdym meczem

asany drgają przy tym cudnie

szczególnie, że w tle słychać didgeridoo (-kiedyś grałam:))


 a historia Tego człowieka i Jego muzyki... po prostu WOW!



czwartek, 16 września 2010

GRANICE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ?

czy można w ogóle wytaczać granice sztuce współczesnej?
czy należy odpuścić i nie reagować?
nie ma dla niej jednej, spójnej definicji;
jest sztuką, bo jest nielogiczna.

od kilku dni łakomym kąskiem dla milionów jest Lady Gaga, która na rozdanie nagród MTV przyszła ubrana
w... mięso:

  i pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu jedna z galerii gorszyła tłumy obieraniem ziemniaków. A fe!


a Kozyra była naczelną i obrazoburczą skandalistką, która tuż przed instalacją rzeźby nagrała śmierć konia noszącego imię artystki. A sio!


natomiast Nieznalska za obrazę uczuć religijnych trafiła przed sąd (rozprawa ciągnęła  się ponad 5 lat). Niewierna!




dziś już sztuka nie gorszy

zachwyca, że aż mdło się robi

i już nie mamy wyboru- trzeba płacić sztuce jak kurwie!




------------------------------------------------------

i jeszcze moja Praca Domowa zadana przez  Magdę pt: "10 rzeczy, które lubisz".
Z przymrużeniem oka podchodzę do wszelkich akcji tego typu i z reguły nie daję wciągnąć się w macki łańcuszków dobrej intencji ;)
No, ale tym razem popłynęłam z prądem...

Lubię:
1- najbardziej w świecie lubię budzić się przy moim Ptyśku, który pachnie snem, rozbrajająco uśmiecha się i mówi: " Mamusia mnie kocha". Najpiękniejsze co może przydarzyć się kobiecie to macierzyństwo.
2- pić herbatę z małych filiżanek w dobrym towarzystwie; najlepiej w cajovni, i palić sishe i niech tlą się kadzidła i leniwy trans się sączy.
3- jestem niepoprawnym zapachowcem, więc uwielbiam zapachy- poznawać nowe i rozpamiętywać ulubione.
4- lubię przebywać w towarzystwie ludzi inspirujących, niebanalnych, wrażliwych.
5- lubię moje małe, kobiece rytuały
6- góry i jeszcze raz góry! Te niepopularne, nieprzetarte ścieżki, które prowadzą przez Świątynię Lasu. Iść tak z plecakami wciąż pod górę, klękać, wąchać, dziękować. Zmoknąć, zagubić się, płakać i śmiać się radośnie. A potem w schronisku na polanie gorąca herbata jest Bogiem!
7- lubię czytać mądre książki i naiwne kryminały.
8- muzykę folkową, wiejską, ludową- taką z dużą ilością bębenków, skrzypiec i fujarek, co to szarpią struny duszy
9-  zbierać grzyby i zioła (czyli: leśne polany i bagniste łąki)
10- lubię tego O Wielu imionach za to, że dał mi takie a, nie inne życie.Dziękuję.


acha- jako, że niekoniecznie chcę wciągać w łańcuchowe szpony- niech czują się zaproszeni do zabawy ci, co chcą ;)

wtorek, 14 września 2010

KALENDARZ DOBREJ GOSPODYNI

Jak każda przykładna gospodyni mam mnóstwo kalendarzy, notesików i brulionów zawierających Bardzo Ważne Informacje.
Kiedyś był jeden kalendarz na dany rok.
No, czasem extra notesik w wersji torebkowej.

Obecnie proporcje się zmieniły:

1 - kalendarz w polskiej chałupie (parę razy do roku jeno tam zaglądam. No, ale jest.)
2 - teraźniejszy kalendarz
3 - notes w nocnej szafce, który nigdy tam nie leży- z tego względu:
3a - notesik zapasowy (najbardziej zapisany!)
4 - notes z torby wózkowej; pilnuję się, żeby go nigdy stamtąd nie wyjmować
5 - notes z tamtego roku, ale pozapisywane są tam (niechcący) Pewne Ważne Sprawy- więc funkcjonuje jako obowiązujący na ten rok.



Specyfika robienia notatek terenowych w moich kalendarzach jest wyłącznie dla mnie zrozumiała.
Za każdym razem obiecuję sobie to wszystko gdzieś logicznie uporządkować...
No- obiecuję sobie.

I jeśli np. szukam przepisu na jakieś danie, to muszę sobie przypomnieć kiedy i w jakich okolicznościach dowiedziałam się o ww - gdyż wbrew pozorom niestety nie posiadam jednego, generalnego notesu z przepisami (!)

Tak samo jest z książkami; nie potrafię rozstać się z jakimś tekstem i przenoszę go sobie do teraźniejszego notatnika. Ból, kiedy muszę nagle to znaleźć...

A ostatnio przywiozłam sobie z Polski stary (wydany przez Przyjaciółkę) kalendarz mojej mamy z 1986r.
Wspaniała rzecz. Jest tu wszystko:
- biorytmy,
- moda i uroda,
- dziewiarski elementarz,
- bajki dla kobiet niepracujących zawodowo (-coś dla mnie!)
- mała encyklopedia sztuki
- miejsce na kronikę rodzinną...



Często będę do niego zaglądać.
Jaka szkoda, że nie ma obecnie podobnych publikacji...
Wartościowa rzecz dla każdej gospodyni :)


niedziela, 12 września 2010

PIOSENKA CZAROFFNICY

jako, że większość czasu ostatnimi tygodniami spędziłam w lesie i lasem pachną wspomnienia, zdjęcia i słoiki- piosenka dla tych, co lubią włóczyć się leśnymi ścieżkami i nasłuchiwać.
zawsze w lesie plączą mi się barbarzyńskie i pogańskie melodie
a wiadomo- po lesie głos niesie:



W lesie na polanie rośnie stary dąb
Mówią o nim ludzie, że to wiedźmi dom
Mówią o nim ludzie, że to dziwów dziw
Że kto raz go dotknął już nie wróci żyw

Zabłądził raz w lesie niebrzydki młodzieniec
A pod dębem dziewka na jej głowie wieniec
Cichuteńko szlocha, łzy jej płyną strugą
„Chodź tu piękna panno, zabiorę cię do dom”

„Pójdę ja za tobą miłościwy panie
Jeśli mi obiecasz wierność i kochanie”
„Będę tobie miła do śmierci oddany
Jeszcze żem nie spotkał tak przepięknej panny”

Przeminęła jesień, kwiaty polne zwiędły
„Pójdę ja do lasu, zdrzemnę się pod dębem”
I poszedł młodzieniec i znów ujrzał dziwy
Krąg tańczących wokół panien urodziwych

„Chodź za nami panie do szczęścia krainy
Będziem cię hołubić, będziesz nam jedyny”
I poszedł młodzieniec w leśnych dróg zastępy
Bo nigdy nie widział panien tak przepięknych

A gdy po mokradłach i po bagnach brodził
Ujrzał we śnie dziewkę, której dziecię spłodził
„Tyś mi był niewierny, siostry tak mówiły
I dlatego tutaj cię przyprowadziły”

Jedna już mu członki obcina z uporem
Druga modre oczy wysysa jęzorem
Trzecia pozrywała mu kołtuny złote
Czwarta łeb obcięła i przykryła błotem
 / POŁUDNICA- PASKUDZTWO /

-----------------
krótka historia o Czroffnicy bez zdjęcia-

Lata temu, zbierałam kiedyś grzyby w sitowskim lesie z rodzicami. Nie interesowała mnie wówczas kultura ludowa- byłam wojująca etnolożką z perspektywą na inżynierię środowiskową. Na skraju lasu znaleźliśmy rujnującą się starą chatkę drewnianą, otoczoną wyszczerbionym płotem. Tlił się dym z komina a dorodne pelargonie w oknach świadczyły, że ktoś tam mieszka. Usiedliśmy za stodołom i obrywaliśmy dojrzałe jeżyny. ...I właśnie wtedy doznałam po raz pierwszy w moim życiu Przeświadczenia tak wyraźnego i jednoznacznego, że długo później próbowałam sobie To tłumaczyć na różne sposoby. Zbędnie...
Ja w tej chatce kiedyś mieszkałam! Wszystko było takie podobne... 
Podeszła do nas wtedy staruszka pomarszczona jak pergamin i zaproponowała kubek swojskiego mleka (w stodole stała krowa). Powiedziała, że zna mój głos i pogłaskała mnie po głowie. Poruszała się zwinnie i majestatycznie. Moja mama miała łzy w oczach- starowinka mieszkała tam sama. Była niewidoma.

-----------
chatki od lat nie ma
las już nie ten sam.

piątek, 10 września 2010

TAM



wokół tej pary wieśniaczych trzewików nie ma dokładnie nic, co mogłoby określić miejsce w którym się znajdują; nic poza nieokreśloną przestrzenią.
choćby grudki ziemi z pola lub ścieżki, wskazujące, że były używane.
para wieśniaczych trzewików i nic więcej...

a tymczasem-
w ciemnej intymności wnętrza buta zapisane jest umęczenie spracowanych nóg,
w ciężkiej prostocie i solidności trzewika zamknięty jest powolny i wytrwały marsz
poprzez  pola, wzdłuż zawsze do siebie podobnych bruzd rozciągniętych daleko na wietrze. 
pod podeszwami rozciąga się samotność wiejskiej drogi gubiącej się wieczorem...
- Martin Heidegger, próba hermeneutycznego aktu zrozumienia dzieła Vincenta van Gogha
   

--------------------------------

grudek ziemi na moich trzewikach nikt nie zobaczy, gdyż Pan B. w nieodpowiednim momencie nakazał mi przycisnąć nieodpowiedni przycisk w aparacie
wszystko poszło w zapomnienie!
a było by na co patrzeć, bo zdjęcia miały iść na konkurs...
no cóż; co zobaczyłam i doświadczyłam- to moje i już.

może jeszcze ktoś zdąży zrobić zdjęcie i wysłać na konkurs Etnofotka 2010?
prace wysyłać do końca września w 3 kategoriach tematycznych:
1- Architektura i pejzaż
2- Człowiek i jego codzienność
3- Wydarzenia
więcej szczegółów TU

---------------------------------------
   
a na moich wsiach już nie jest tak kolorowo
ludzie powymierali,
ścieżki zarosły,
łąki zdziczały
ale czego się spodziewać po tylu latach nieobecności?
a przecież obiecałam 
zaglądać, zachodzić...
trzeba spłacić dług wobec tamtych krajobrazów, zjawisk i ludzi!