czwartek, 29 lipca 2010

MODLITWA WIEJSKIEGO GŁUPKA



  





- Zdrowaś, ziemio, słońca pełna- mówi Kaziogil i wylewa wodę pod krzak uschłych pomidorów.
- Ziemio, tłusta matko ogórków i słoneczników! Nasyć się wilgocią, abyś wydała z siebie owoce.
Dzieci zbliżają się do Kazia.
- Znów szaleje- mówi szeptem Miśka
- A teraz ja, Kaziogil odprawię dla Was mszę. Za psy, koty, za ptaki...
- In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti! Marysiu, łaskiś pełna... módl sie za nami grzesznikami, teraz i w godzinę śmierci  naszej...
- A dlaczego modlimy się o śmierć?- pyta Mały. - Czy Pan Bóg chce, żebyśmy szybko umarli?
- Oczywiście, że nie chce. Bóg cieszy się z widoku białych pierzastych owieczek...
- To my jesteśmy baranki boże?
- Tak. A teraz, koziołki pomyślmy o Jezusie. Wisi przybity za ręce i nogi żelaznymi gwoźdźmi, chciałby odsapnąć ciutkę, odetchnąć, dać wypocząć rękom. Ciało skrwawione podrzuca do góry, wygina się w łuk... Jezus na krzyżu rodzi swoją śmierć!- krzyczy przenikliwie Kaziogil.
Dzieci patrzą na jego ręce, którymi wyczarowuje przed nimi obraz Jezusa na krzyżu.
- Śpij, Jezusie, Jezusicku, aaa- łka Kazio.
Schyla się, szuka czegoś wokół siebie. Jest. Chlebek Matki Boskiej. Jego ślazowate płaskie owoce pokryte są rysunkiem promieniście rozchodzących się linii, podobnych do tych nad monstrancją, gdzie przechowuje się Ciało Pańskie.
- Ja celebrans, Kaziokazio, trzymam Tę hostię. Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje!
- Babka by mnie stłukła...- szepcze Miśka.
- Mnie też- odpowiada Andrzejek.
- A teraz podziękujmy Bogu za dary, którymi nas obdarzył- mówi Kazio.
- Dziękuję, że mam mamę i tatę, i brata
- i siostrę i wujka...
- Za to, że mogę sobie kupić w sklepiku Adamskiej lizaka w kolorowe paski...
- I ja dziękuje Ci- mówi Kaziogil. - Dziękuję, że żyję, że nie mam garbu, i tylko czasami umieram, że leci mi z nosa i trzęsą się ręce, ale są dni, kiedy chłopcy dają mi się napić, i, że jest tak pięknie jak jasna cholera.
- Czy to prawda, że pan ma śpiączkę i ciągle musi pan spać, chociaż nie chce? - pyta Mały.
- Co tam śpiączka- rechocze Kazio. - Ja mam coś lepszego. O, patrzcie: pod paznokciem wskazującego palca prawej ręki mam sto aniołów, pod paznokciem kciuka lewej sto diabłów. I co na to powiecie, jak aniołów wszyscy diabli wezmą?!

Kazio wstaje, jest wielki. Dzieci się go trochę boją. Każda część jego ciała porusza się w innym rytmie. Kazio tańczy....


                                                           /  skróty z : Anna Bolecka  " Leć do nieba" /



*
W materiałach etnograficznych zebranych w latach 1930/31 znajduje się min: wykaz wyrazów, którymi w Polsce chłopi określają człowieka obłąkanego. Najpopularniejszą nazwą jest: głupi, głupek, przygłupek. Mniej pospolite to: błądny, obłąkaniec, utrapiony, nawiedzony.
Czasem jest to zagubiony filozof chodzący w worku po kartoflach i piszący listy do ojczyzny. Innym razem ułomny kaleka podlewający znaki drogowe. Urozmaicają krajobrazy. Każda wieś ma swojego głupka...

 
                                                                              *
Kazio z Opoczna jest postacią autentyczną . Żyjący w chacie pod lasem, cieszący się w miarę dobrym zdrowiem, w pogodzie i niepogodzie.

Przed nim był tam Stasio, który kierował ruchem drogowym na głównych ulicach. Czasem kolejowym na trasie Tomaszów Mazowiecki- Skarżysko Kamienna. Wszyscy go znali i darzyli sympatią. Latem mieszkał w pustostanach. Zimą na posterunku milicyjnym. Stasio zginął pod kołami samochodu. Miasto ufundowało mu mogiłę na cmentarzu komunalnym.

Kazio jest w wieku po-chrystusowym. Inżynier z powołania. Jeździ na targ rowerem wg własnego pomysłu. Zimą doczepia do niego pług (-też autorskiej myśli konstrukcyjnej) i odśnieża chodniki w mieście. Czasem można spotkać go na targu- sprzedaje wiklinowe koszyki. Okrutnie powyginane. Zdarza się, że z litości ktoś go kupi.
Widuję Kazia jak przyjeżdżam do rodziców. Zawsze na rowerze w nieodłącznym berecie rastafariańskim. Uśmiechnie się o pogodę zapyta, piosenkę zanuci. Na nikogo się nie skarży, widać ludzie go zaakceptowali.
Raz spotkałam go pod sklepem. Z ciekawości nadstawiłam uszu, bo o czymś  rozprawiał. A Kazio powtarzał sobie : " Włożyć palec do przewodu pokarmowego. Proces nazywa się rzyganiem ".

 Żyj nam Kazio długo jeszcze, w zdrowiu, szczęściu w pogodzie i niepogodzie!


 -------------------------------------------------------


 Bo jakby to było, gdyby głupich nie było?

wtorek, 27 lipca 2010

DOBRA CAJOVNA / DOBRA HERBATA



wejdź, zdejmij buty i usiądź
pozwól herbacie się zaparzyć
pozwól sobie na rozkoszowanie się wonią egzotycznych zapachów pawilonu herbacianego
niech subtelny aromat sączy się po woli, jak opowieść o herbacie, która liczy ponad 5 tysięcy lat...


mieszkając w Czechach można popaść w prawdziwy herbatyzm. Tamtejsze czajownie (-cajovna) rzucają na kolana- w dosłownym tego słowa znaczeniu. Klękają pokornie jedynie przed tureckimi.






                                                               
inaczej tu płynie czas
w rytmie bulgoczącej sheeshy (sziszy ) i tlących się kadzideł
niespieszne rozmowy
przytłumione dźwięki orientu
i herbata, która TU smakuje zupełnie niecodziennie



ten, kto wejdzie na ścieżkę CHA-DO, czyli ścieżkę herbaty; będzie wiedział w jakim kierunku chce podążać i do jakiej kategorii mentalnej należy. Filozofia herbaty wiąże się bowiem z duchem Zen; a więc każdy, kto osiągnie te wiedzę w rzeczywistości posiądzie znacznie głębszą świadomość o sobie i otaczającym go świecie.

... i wtedy dopiero można rozpocząć prawdziwą ceremonię  picia herbaty.

---------------------------------------------------------------
Moje ulubione to :

ZHENG SHAN XIAO ZHONG [ czen szan siao czung ]

„Prawdziwy mały gatunek górski” - słynna herbata chińska, znana bardziej pod przekręconą nazwą Lapsang Souchong, suszona nad ogniskiem z sosnowego drewna, dzięki czemu uzyskuje specyficzny „dymny” aromat. Nadaje się szczególnie do pogawędek przy kominku i fajce. Masywne, czarno-szare listki, napar o wyraźnym aromacie ogniska i „dymnym” smaku.  

SHOU MEI CHA [szou mej czcha]

„Brwi czcigodnego wieku” - podstawowy gatunek z asortymentu tych ekskluzywnych herbat. Płaskie, jasnozielone listki z brązowawym obrzeżem, jaskrawożółty napar o lekko słodkim smaku z aromatem kwiatów.
                 
SENCHA KYOTO [sencza kjoto]   
                   
Pod tą nazwą kryje się japońska herbata zielona, obecnie jedna z najbardziej typowych herbat na rynku japońskim. Gatunek ten charakteryzuje szczególnie pieczołowite przygotowanie. Ciemnozielone, płaskie liście równomiernej wielkości, o świeżym aromacie trawy i łagodnym smaku. Sencha ma dobroczynne działanie na ciało i ducha, pobudza, oczyszcza organizm, przy tym bogata jest w witaminę C. Daje wydajny napar nawet po kilkakrotnym sparzeniu tej samej porcji. Nadaje się do sączenia podczas cichych spotkań z najlepszymi przyjaciółmi.

CZAJ, CZAJE, CZAJ !!!

Wspomnienia z Indii. Czarna indyjska herbata typu Assam zaparzana w mleku, mocno słodzona. Podawana w szklance 0,2 l przy stałym pokrzykiwaniu „czaj, czaje, czaj”. Nadaje się do wspominania o podróżach.


 i obowiązkowo Sahlep w małej filiżance!
 i dźwięk imbryka odkładanego na bambusową tackę
 i tylko łyczek za łyczkiem....

                                    jest jeszcze wrzątek, dolać komuś???

niedziela, 25 lipca 2010

Terminus A Quo - "Go!"


                                                       


                                                               Dziś będzie teatralnie.
  Widziałam ten spektakl lata temu na dworcu PKS w Inowłodzu
Zahipnotyzowali mnie
  Później jeszcze wiele razy się spotykaliśmy
  Zdecydowanie mam słabość do ekscentrycznego kierownika Edwarda (!)
 takie wymierające utalentowane pokolenie....

p.s.
 zwróćcie uwagę na interakcję z widzami :)
 tym się żywi alternatywny teatr. Mniam.

wtorek, 20 lipca 2010

INSPIRED BOOKS ONLY- ostatni wiejscy muzykanci

    OSTATNI WIEJSCY MUZYKANCI
       Andrzej Bieńkowski     
      / + CD /

















   Epilog

   Kolejna bardzo ważna książka dla mnie.
   Bieńkowski podążał śladami wiejskich grajków a ja... jego śladem.
   Pisząc pracę na temat ludowych grajków na moich terenach 
   rodzinnych, chodząc po wsiach spotykałam się z tymi, którzy
   jeszcze żyli  lub ich rodzinami i słuchałam serdecznych opowieści
   o pewnym Badaczu, co to do nich przyjeżdżał i prosił, żeby
   powyciągali zakurzone instrumenty i grali....


O książce

Jest to książka przede wszystkim o wspaniałych i niezwykłych artystach. Autor wkracza do zapomnianego i odrzuconego świata mazowieckiej muzyki ludowej, który początkowo hermetyczny dla obcego przybysza  (  odwieczny konflikt swój-obcy) z czasem staje się gościnny, serdeczny i... taki bliski.

 Po przeczytaniu książki i wysłuchaniu płyty, każdy już na zawsze pozostanie pod urokiem tej muzyki i przestanie kojarzyć ją sobie jedynie z cepelią!
Okazuje się, że muzyka szczególnie z Mazowsza (-kraina geograficzna, nie zespół taneczny ) jest niesłychanie dynamiczna, to wręcz hardcore'owy żywioł z nieprzewidywalnymi skalami dźwięków. Takich pogańskich rytmów nie sposób już później zapomnieć.

Andrzej Bieńkowski od prawie 30 lat wraz ze swoją żoną dokumentuje muzykę wiejską (- ludowa ma elementy upiększające jest stylizowana; wiejska- autentyczna) właśnie z tych terenów. Przy okazji dokumentacji warstwy muzycznej pojawiają się stare wierzenia, obyczaje i legendy niekiedy wcale nie związane z muzyką. Tak więc, książka ta stanowi niezwykle ważny i bogaty materiał zarówno dla etnomuzykologów jak i etnologów.
 Album ten został wydany ponad 9 lat temu. Większość bohaterów już nie żyje. To ostatnie pokolenie wiejskich muzykantów przyszło na świat w latach 30-tych ubiegłego wieku. Są już na wymarciu i właściwie nie maja następców. Od lat 80-tych, od kiedy pojawiły się dyskoteki- na wsiach już się nie muzykuje. Na weselach już się nie gra wilczych mazurków czy śwarnych oberków. A to przecież muzyka, która idzie do samego nieba!





***

 Byli kiedyś skrzypki, ale już pomarli! To stały refren informatorów, których autor spotykał na swojej drodze. Nikt nie chciał grać miastowemu, przecież to wiejska muzyka!
Trudną sztuką była mediacja ze spotkanymi muzykami. Większość zajęta pracami gospodarskimi (-co widać na zdjęciach), niechętnie siadali i przypominali sobie stare nuty. A to trzeba było znaleźć im akompaniatorów; często z odległych wsi, a to z jeszcze innych zwieźć im instrumenty, namówić skłóconych od lat sąsiadów, żeby razem zagrali polkę... Nikt, kto sam nie próbował, nie jest sobie w stanie wyobrazić trudności, jakie pojawiały się przy dokumentacji kolejnego nagrania.

 Bieńkowski dokonał rzeczy niemożliwej- odnalazł ostatnich z żyjących wiejskich muzykantów, zarejestrował ponad 900 godzin nagrań wideo i jest właścicielem prywatnej ewidencji 700 artystów. Jego zbiory są olbrzymie i bezcenne.


***

 Im głębiej autor książki docierał w Ich świat, tym bardziej  zaskakiwany był jego dwuznacznością.
 Na przykład taki skrzypek; jego obecność była niezbędna przy niektórych obrzędach, ale z drugiej strony był on kusicielem, prowokującym grzech i rozpustę (-zabawa taneczna). Wobec tego przed skrzypkami trzeba było się bronić: nie można było wejść do kościoła razem z weselem (lub zostawić skrzypce pod murem), nie wolno było grać w czasie postu i adwentu. Dla wiejskiej młodzieży taki skrzypek na zabawie, był niczym gwiazdor muzyki pop na koncercie; wprowadzał w trans i ekstazę taneczną.
Cytat z książki:

"Kapela sobie wypiła i wpadła w trans, zaczęła grać dla siebie, kłócić się między sobą. Zupełnie o mnie zapomnieli i wtedy "Józio Muzykant" zaczął się zachowywać jak Jimmi Hendrix, kładł się na plecach, klękał, grał na skrzypcach ustawionych pionowo. Byłem zdumiony i zachwycony. Nigdy więcej nie powtórzył takiego zachowania. Powiedział mi, że przypomniały mu się młode lata, kiedy grał swoje, nieraz trwające kilka godzin improwizacje, a "dziewczęta po rękach mnie całowały i uczyły miłości" - mówił. U wielu muzyków widziałem podobne zachowania, choć może nie tak wyraziste i intensywne. Co ciekawe, pojawiały się one tylko wtedy, kiedy grali te archaiczne mazurki-śpiewaki, obery ciągłe. Kiedy w latach sześćdziesiątych na wiejskie wesela zawitał rock'n'roll, grający go muzykanci stali sztywno i nieruchomo. Wykonywali muzykę, która ich ani ziębiła, ani grzała."

Muzykanci, o których pisze Bieńkowski. to ludzie urodzeni na początku XX wieku. Mają mentalność z innej epoki i klasę - przez połowę swego życia pełnili na wsi wyjątkową funkcję, traktowano ich z szacunkiem i podziwiano. Grywali na zabawach, żniwiarzom przy pracy - byli absolutnie niezbędni. Muzyka była wówczas czymś odświętnym. Potem, gdy zastąpiły ją dźwięki elektryczne, a ludzie zaczęli oszałamiać się już tylko alkoholem, a nie tańcem, muzykanci stali się odtrąceni, żyją na marginesie. "Kiedyś to muzykanty były wywyższone, bo robili muzykę. Wszystko przeszło i się nie wróci".

 Muzyka ostatnich Mohikan nie odejdzie w zapomnienie. I choć nie będzie jej autentycznych przekaźników, to jest szansa na podtrzymywanie tradycji.
Mówi autor:

Zawsze jednak jest tak, że kiedy myślimy, że już nie ma nadziei – coś się zaczyna ważnego dziać. Pojawił się u nas cichy, ukryty nurt – ruch młodych ludzi z miasta. Charakterystyczne, że to nie etnografowie czy etnomuzykolodzy, przejęci znaczeniem tej odchodzącej muzyki, jeżdżą do tych ostatnich wielkich artystów i, tak jak dawniej, w zamian za pomoc w gospodarstwie, uczą się u nich grać. Grać tak jak oni – autentycznie, niekomercyjnie, dla siebie. Myślę tu o młodzieży skupionej wokół Domu Tańca. 
To właściwie dla niej napisałem tę książkę, żeby dać świadectwo wielkości i upadku muzyki wiejskiej  



O płycie

Niezwykły dokument. Muzyka, która nie znała taśm magnetofonowych, została wydana w formie CD.Tradycyjne zestawy instrumentów, kawalkady bębnów, szarże smyczków i odczucie niesłychanie melodyjnej wibracji...
Nagrania robione były w domach muzykantów, co daje klimat naturalnych warunków muzykowania. Słychać tu rekonstrukcje tradycyjnych XIX wiecznych zestawów kapel  (skrzypce- basy, skrzypce- bębenek jednostronny z brzękadłami), oraz wielkie emocje i radość z muzykowania.

To prawie 80 minut muzyki skrzypcowo- bębnowej. Wulkan radości, autentyczności i dzikich tańców.
Słuchając tych oberków człowiek zatraca się w transie, zalewa go tak barbarzyńska ściana dźwięków, że nogi same rwią się do tupania.
Hej zagrajta muzykanty! 



-----------------------------------------------------------
*    zdjęcia pochodzą z kolekcji A. Bieńkowskiego

**  nakład książki już przed laty został wyczerpany, parę lat temu pojawiła się reedycja płyty

*** jeśli komuś bardzo zależy na wysłuchaniu hardcore'owych oberków z opoczyńskiego, proszę pisać na adres: bosa.noga@interia.pl

**** o instytucji zw: Domami Tańca ( tudzież o  Taborach) będzie niebawem :)

piątek, 16 lipca 2010

NASZE LEKTURY


















Ptysiek czyta z pasją









        
                   jego matka ze skupieniem i zrozumieniem





KRAINA SZCZĘŚCIA [ Jemen ]

Rozbrzmiewa w moim sercu krzyk tysięcy kobiet
wszystkich tych, o których sprawiedliwość zapomina.

Czytam po raz kolejny relację Zany Muhsen, która przez swojego ojca została sprzedana przyjacielowi z Jemenu.
(...)


 ***
nie martw się,
nie zamknę Twojej historii w niepamięci
ona już błyszczy
jak ocean.
Łez.



-------------------------------------------------------------------------------------------------

A u mnie pada deszcz,
nawet dobrze,
w Polsce upały
 w Hiszpanii tropikalnie
a ja już się napatrzyłam na te moje słoneczniki :(

INSZ ALLACH!  [ jak Bóg zechce ]

niedziela, 11 lipca 2010

INSPIRED BOOKS ONLY-ucho jaka


„UCHO JAKA- muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe” / + CD /
Anna Nacher i Marek Styczyński











Epilog


W wieku nastu lat zostałam zaczarowana muzyką ATMANA ( który współtworzyli min. autorzy książki ). Transowa jak na tamte czasy Gadająca łaka, dźwięk nieznanych i egzotycznych instrumentów oraz zapadający w pamięć niezwykły głos Anny; zainspirowały mnie do szukania korzeni, zaprowadziły na etnologię.
Kiedy usłyszałam i zobaczyłam (-bo ich nie tylko się słucha, trzeba na nich patrzeć!) kolejny projekt artystów KARPATY MAGICZNE; chciało by się napisać: już nic nie było takie jak wcześniej ;)
.... ale posłuże się cytatem z książki:

Rozpoczyna się lekcja zapominania i zarazem przywracania najgłębiej ukrytych korzeni pamięci, jakby to był jeden akt: zapominanie o tym, kim jestem, co tutaj robię, gdzie to „tutaj” jest, wyzwala jakiś strumień obrazów, emocji, którym wystarczy się poddać i których nie należy próbować więzić w słowach.




O książce


W recenzjach wszyscy piszą, że to muzyczny notes podróżny, kompendium wiedzy na temat instrumentów, tradycji muzycznych, praktyk i zwyczajów wielu kultur. Faktycznie, książka jest niezwykłym objawieniem, szczególnie, że na polskim rynku wydawniczym nie ma podobnej!
Są tam niezwykle fachowe teksty z pogranicza etnomuzykologii jak i gorące notatki pisane na kolanie pomiędzy pustynią Kara-Kum a Iranem.
Rozmowy o japońskiej muzyce tradycyjnej, didjeridu czy kulturze aborygenów.
Bogato i ciekawie ilustrowana...

Tak, to jest jedna z nielicznych książek, która dźwięcznie szarpie struny duszy.

Śnią się im po nocach zawodzące jękliwe głosy sarangi, przywołujące wszystkie zapachy i dźwięki Indii...
Milczą w nepalskiej gompie.
Uderzają w szamańskie bębny Tybetu.
Muzykują w USA szlakiem amerykańskiego undergroundu.
Wiedzeni intuicyjnym impulsem pielgrzymują do żródeł dźwięków....


Jest to piękna opowieść, pozbawiona taniego ekshibicjonizmu. Ania i Marek w bardzo przystępny sposób przybliżają przeciętnemu czytelnikowi inne kultury i narody. To jest ICH droga i kategoria mentalna. Czytając ma się wrażenie duchowego uczestnictwa w ich niezwykłej przygodzie pt: Muzyka.

Z kartek tej książki wibruje dźwięk, który echem odbija się w naszej duszy.

Magia dalekiej podróży.
Magia muzyki, której nigdy wcześniej się nie słyszało a o której zapomnieć już później się nie da!

... Bo przecież uszu nie można zamknąć tak łatwo, jak oczu i dlatego dźwięk ma zawsze na nas wpływ.



O płycie


Na płycie są nagrania terenowe z Indii i Nepalu.

Ten krążek jest czymś więcej niż tylko krajobrazem i tłem dla książki. To ważny dokument z kulturowego punktu widzenia; zarejestrowane dźwięki ceremonii i pieśni stanowią integralną wartość duchową tamtejszych kultur.
Brzęczące drumle i śpiewne dźwięki bębnów same układają się w muzyczną opowieść o podróżowaniu.

Sprawiają, że chce się odszukać te miejsca palcem na mapie.

Albo w przeglądarce lotniczej.

środa, 7 lipca 2010

KRADNĘ CUDZE SNY

Mam piekne sny i lubie snic.

Mam dokladnie tak samo jak powiedzial kiedys Milosz: " Budzic sie rano i starac sie odtworzyc sen po to, zeby uporac sie z podejrzeniem, ze sen powiedzial o nas wiecej niz chcemy na jawie wyznac".

Mam taki notesik w niebieskie kotki i tam spisane sny. Najciekawsze. Najdziwniejsze. Takze te wazniejsze z dziecinstwa.


-------------------


Pare dni temu snilo mi sie, ze moj K. wpadl zziajany do domu i zaczal rozpaczliwie we wszystkich szufladach szukac swojego klucza od biura...
On nie pamieta swoich snow i nie przywiazuje do nich uwagi. Jednak tego dnia przyszedl z pracy zmieszany,bo... zapomnial klucza i nie mogl sie dostac do biura. I teraz najciekawsze- tej samej nocy snilo mu sie, ze biegl przez miasto, po drodze mial mnostwo przeszkod i przygod. Spieszyl sie do domu, bo zapomnial klucza do pracy. Sen przypomnial sobie oczywiscie w momencie stania pod drzwiami i czekania na slusarza. I nie chcial mi uwierzyc, ze tej samej nocy snil mi sie ciag dalszy!
A potem oskarzyl mnie o kradziez Jego snu.


-------------------

Natomiast dzisiaj snila mi sie nieznana osoba, ktora pare godzin temu wlasnie spotkalam.

I zaluje, ze nie mam tak jak moja kolezanka- jej snia sie znajomi, ktorych spotyka w danym dniu i wie, ze trzeba wtedy jakas szmatke narzucic i oko podmalowac.

Ja dzis wypadlam zdecydowanie nieatrakcyjnie. Szczegolnie, ze stalam tak z rozdziawiona buzia i glupio mi bylo przyznac sie obcej osobie, ze o niej dzis snilam.

poniedziałek, 5 lipca 2010

STAN POSIADANIA

Nie mam polskiej czcionki.
Musze to skads wgrac.
Nie mam na klawiaturze literek- "S", "W" i Shift.Male wydlubalo.
I nie ma co szukac.Przepadly.
Nie mam cudownie kobiecego Apple, lecz wysluzony i wiecznie atakowany przez wirusy HaPek.

Ale mam zamiar pisac.Kasowac.Edytowac.
Wlasnie tego mi potrzeba.


....Tymczasem poogladam sobie design jaki mi tu proponuja....