środa, 29 grudnia 2010

Chce się...

Trwają Gody.
To dobry czas, żeby się zatrzymać, przykucnąć i podumać. To czas, kiedy do głosu dochodzą nieznane i tajemnicze siły. Kiedy jest się bliżej z Kosmosem niż kiedykolwiek. Koniec starego a początek nowego...

U podstaw tradycyjnej, ludowej wizji świata leżało nieprzeparte uczucie bezpośredniej jedności ze Wszechświatem.
Pod koniec roku nachodzi człowieka wdzięczność dla Ziemi, Losu czy też Tego O Wielu Imionach.

Chce się czynić rytuały oczyszczająco- błagalne, wiązać supełki i przywoływać dobrą energię na Nowy Rok.
Chce się być TU i TERAZ i poczuć solidarność z Kosmosem...
Chce się powrócić do tego anachronicznego rozumienia Wszechświata (-za: J. Bartmińskim), gdzie:

1- KOSMOS- jako roślina, zwierzę, człowiek- żyje. Słońce, Gwiazdy i Księżyc patrzą na nas. Gwiazdy mrugają, Słońce raduje się i kłania a Ziemia rodzi.

2- RYTM Kosmosu wyznacza rytm człowiekowi. Życie, praca, doroczne obrzędy świętowania są uwikłane w regularnie następujące cykle Księżyca (miesiące), Słońca (pory roku), Gwiazd.

3- ŁAD KOSMICZNY jest prototypem ładu społecznego, ludzkiego.

4- KOSMOS JEST ŻYCZLIWY człowiekowi. Słońce udziela ciepła, Ziemia przynosi plony, drzewa rodzą owoce, rzeki dają wodę...

5- CZŁOWIEK ROZMAWIA Z KOSMOSEM- modli się do Słońca, Księżyca, ognia, gwiazd, Ziemi, wody, wiatru. Traktuje je z szacunkiem i czcią. Nie bije matki- Ziemi (zwłaszcza na wiosnę, kiedy jest brzemienna). Pomaga zwierzętom, roślinom rosnąć i ochrania ich życie...

6- CZŁOWIEK- poprzez różne obrzędowe praktyki (palenie ogni w określonych porach, malowanie jaj)- pomaga zwyciężać słońcu, odradzać się życiu, trwać światu.

7- KOSMOS jest wielka wioską. Pośrodku wsi stoi dąb, nad każdym domem gałązka wisi - ludowa zagadka o Słońcu. Na niezmierzonym polu, rogaty pasterz pasie nieprzeliczone bydło- zagadka o Niebie.

8- CIAŁO człowieka jest obrazem Kosmosu...

..............................

_______________________________________________________________



Na szczęście , na zdrowie
Na ten Nowy Rok
Żeby się darzyła pszeniczka i groch
W komorze, w oborze
Daj nam Panie Boże !


środa, 15 grudnia 2010

palo santo + sound system


kadzidło ze świętego drzewa peruwiańskiego

słodki, tajemniczy, unikalny zapach

oczyszcza umysł, sprzyja medytacji i zwiększa przepływ energii

używane przez szamanów i znachorów do różnych ceremonii

pali się je w specjalnych czarach

ja mam tzw: specjalny kamień
 
idealne do ćwiczenia asan

bądź wieczornych pogawędek przy długo parzonej yerbie

a leniwa muzyka z głośnika...


wtorek, 14 grudnia 2010

ETNODIZAJN- nowe, stare, inspirujace

na specjalne życzenie dla A.
________________________________________



żeby sztuka naiwna weszła na salony???

Było tak- wszyscy tak robili, taka tradycja. No, jeździło się do miasta i przywoziło się nowe mody. Chodziło się na targi i można było podpatrzeć co nieco. Zmienić, urozmaicić- no tak, żeby oko ucieszyć.
Krosna, płótna, glina, wełna- nasze narodowe dziedzictwo. Nasza ojcowizna...

Zalipiańskie kwiaty, zakopiański styl, łowickie wycinanki. Wsiowa cepelia? Już nie!

Polski, ludowy design od kilku lat gości na arenie światowej jako niezwykle inspirujące zjawisko.
Współczesna sztuka użytkowa odwołuje się do wielu motywów kultury ludowej, silnie zakorzenionych w pamięci zbiorowej.

Ja klękam z zachwytu.
Bo mi jest bliżej do tej wsiowej cepelii aniżeli do skandynawskiej Ikei.
Urodziłam się na ziemiach, gdzie od lat w świąteczne dni stare kobiety zakładają swoje największe skarby- wełniaki (- również taki posiadam!).  I to jest największe dziedzictwo- szacunek dla tradycji pradziadów.

Etnicznym dizajnem można do woli się inspirować.
Genialne rzeczy tworzą dziś młodzi artyści; o tak, kultura ludowa we współczesnej formie ma oryginalny wymiar...



 











* powyższe zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.etnodizajn.pl/
____________________________________________________________


i mój ulubiony team kobiecych dizajnerek z Fabriqa
o sobie piszą tak: 

Projektujemy świadomie przetwarzając, zestawiając i tworząc - poprzez włączanie zaobserwowanych przez nas "nowych archetypów" - wzory, motywy, schematy i ikony zakorzenione w naszej świadomości. 
Czerpiemy z twórczości ludowej, kultury i popkultury, tradycji i teraźniejszości, znajdujemy motywy i kolory we wspomnieniach i podświadomości zbiorowej. Powstałe w ten sposób projekty są naszym autorskim komentarzem do rzeczywistości i tożsamości współczesnego człowieka: zbudowanej z wielu – często nieuświadomionych lub zapomnianych elementów, wywodzących
się z wielu źródeł. Projektujemy i produkujemy w polskich manufakturach dekoracyjne przedmioty do domu: tkaniny obrusowe i zasłonowe, narzuty, ceramikę, lampy, meble.

Chcemy, aby nasze projekty wnętrze domu – intymną przestrzeń, cieszyły kolorem i wzorem, ale też poruszały. 


 * powyższe zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.fabriqa.pl/index.html

wtorek, 16 listopada 2010

NOWE MEDIA- NOWE ZJAWISKA ( czyli: live stream 24/7 on the USA road's via trucker eyes )

[ od kilku dni prowadzę badania antropologiczne w przestrzeni internetowej (wg. podziału ze względu na podstawowe jednostki analizy)
jest to obserwacja niejawna i ukryta (- shadowing )
a niniejszy post jest jedynie nakreśleniem niewątpliwie ciekawego i kontrowersyjnego zjawiska w sieci na miarę Web 2.0  ]
__________________________________________________________


W internecie można już znaleźć prawie wszystko.
Wirtualna przestrzeń jest doskonałym miejscem na snucie swojej historii, zdawania relacji z życia codziennego. Sposób na autopromocję? Metoda na zawiązanie nowych znajomości, przyjaźni? Czy perwersyjny ekshibicjonizm z podtekstem?
Tym, czego ludzie szukają w internecie nie jest jedynie informacja, ale dostęp do stałych relacji z dużą liczbą osób. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że wspólnoty wirtualne są raczej miejscem odradzania się więzi społecznych aniżeli formą ich eliminacji. Życie w ponowoczesnej kulturze daje przyzwolenie na szukanie nowych dróg i środków do komunikacji międzyludzkiej.

Rozrasta się nowe zjawisko- priv live stream- prywatny kanał telewizyjny w internecie. Każdy może być producentem i  moderatorem swojej telewizji. Generować treści. Nadawać  on line z Koziej Wólki, z Nowego Orleanu z osobistego klopa...Wystarczy się zarejestrować na odpowiednim portalu, by po chwili być już on air...

Nie interesuje mnie telewizja gimnazjalisty, który uczy się grać na saksofonie, ani kanał emerytowanego popularyzatora nauki. Nie interesują mnie regionalne kanały zdziwaczałych hipisów. Interesuje mnie: TVN Kamisado- Taka Vizja Nasza.


Live stream from USA
Kanał nadaje praktycznie 24/7, z małymi przerwami technicznymi na jednym z największych serwisów tego typu: justin.tv. Jest to wirtualne amerykańsko- polskie kino drogi, albowiem autor (-Polak) jest kierowcą trucka. Transmisja jest nadawana na żywo z aktualnych dróg/ bezdroży USA dzięki pięciu kamerom zamieszczonym w samochodzie, lub poprzez jedną kamerę ( jeśli kierowca nie jest w drodze)- umieszczoną najczęściej w kuchni.

Taka interaktywność sprawia, że jednym kliknięciem myszki  przenosimy się w rzeczywistość osoby obserwowanej i uczestniczymy (czynnie- chat, biernie- ukryta obserwacja) w codziennym życiu jednostki. Z czasem przyzwyczajamy się (-współuzależniamy ?) do tego typu relacji- widza, czynnego obserwatora posługującego się nowoczesnymi technikami komunikacji (-chat on line z osobą obserwowaną).

Live stream daje nam możliwość bycia TU i TERAZ na różnych kontynentach, w różnych kulturach i przestrzeniach w czasie realnym. Nie jest to telewizyjna (- w domyśle: stylizowana) rzeczywistość, lecz realne współistnienie z osobą obserwowaną i ten czynnik sprawia zapewne, że rodzaj takiej komunikacji ma potencjalnie olbrzymie szanse do hiper-ewolucji.
  

Kamisado  
Autor kanału o sobie pisze tak:

" Jestem Kamil "kamisado" kierowca wielkiej 18-kołowej ciężarówki w USA. Mój truck to Peterbilt 387. Nazywam go pieszczotliwie pszczołą. Ma 550 koni i skrzynie 13 biegową.Pragnę pokazać ludziom jak wygląda życie kierowcy w Stanach. Zapraszam do chatu ze mną."

 oficjalna strona kierowcy- trucker eyes

 I tak- jesteśmy uczestnikami życia przeciętnego polskiego emigranta w Stanach Zjednoczonych. Ma 30 lat, mieszka w swoim samochodzie i żyje w drodze ( amerykański sen: live on the road). Jeśli akurat nie ma zlecenia- pomieszkuje u przyjaciół...
Nic ciekawego? Błąd!
Okazuje się coraz większa liczba osób chce śledzić codzienny dzień Kamisado (- świadczy o tym liczba obserwatorów i dziennych wyświetleń kanału). Biorą udział w chacie znajdującym się na stronie kanału, linkują do innych...

Na czym polega taki fenomen, gdzie osoba prywatna, anonimowa staje się z dnia na dzień osobą publiczną dla pewnych grup społecznych (-tu: społeczności internetowej): 

1- przełamanie kodu prywatności, chęć bycia obserwowanym wiąże się z gloryfikacją prywatnego, zwyczajnego  życia;
2- pokazanie autentycznych zachowań w codzienności przeciętnego człowieka sprawia, że obserwatorzy porównują, odnajdują cechy wspólne i przywiązują się do osoby obserwowanej;
3- ludzka ciekawość typu: co zje? jakiej muzyki będzie słuchać? dokąd pojedzie? sprzyja sytuacji obopólnej akceptacji i ciągłego bycia on line.

Kamisado to barwna postać-  jest nie tylko kierowcą wielkiej ciężarówki i podróżuje po Stanach, to typ show mana lubiącego często i w zaskakujących momentach tańczyć (-tańczył kiedyś zawodowo), słucha Eminema, Kazika  i ma wiele do powiedzenia o czym świadczy projekt, który sam stworzył.

Internet to przecież obszar wolności słowa, wolności gospodarczej i wolności czasowo- przestrzennej. Każdy może mówić i pokazywać to, na co ma ochotę (patrz: You Tube Channels) .A to, że jeszcze jeden polski emigrant próbuje wybić się na taki a nie inny sposób poza szarą codzienność; świadczy niewątpliwie o tym, że wrósł w społeczeństwo w którym egzystuje. W USA nie jest ważne  co o tobie mówią, ale to, żeby dobrze się sprzedać. Wszystko właściwie jest towarem: poglądy, religia czy relacje międzyludzkie.


Chat
Na kanale znajduje się tzw: open chat, gdzie każdy po zalogowaniu może zadawać pytania bohaterom na wizji (-wszystko jest w trybie on line). Spotykają się tu znajomi i sympatycy kanału, prowadzą rozmowy między sobą po polsku i po angielsku z różnych części świata.

Uczestnicy chatu biorą czynny udział w życiu Kamisado: 
- " Kamil zakręć colę, bo się wygazuje."
- " Co pieczecie w piekarniku, bo jest włączony?" (-okazało się, że ktoś zapomniał go wyłączyć)
- " Popraw mikrofon, bo cie słabo słyszymy".......

Jest to idealne miejsce do wymiany wszelakich poglądów pomiędzy uczestnikami z których część pracuje w podobnym zawodzie: począwszy od pogody, stanu niepoczytalności umysłowej prezydenta RP a kończąc na cennych uwagach w kwestii "minutówek" (-panien dorabiających na poboczach dróg). Użyteczne uwagi, ciekawe riposty, chamstwo i głupota- oto przestrzeń chatu.

Taki chat pełni też jeszcze jedną funkcję społeczną- znosi bariery, uprzedzenia, daje możliwość swobodnej wypowiedzi, co w życiu realnym nie zawsze jest możliwe. Na chacie rodzą się nowe zjawiska społeczne, kreuje się nowy typ kultury z własną ontologią i nowym sposobem werbalnej/ wirtualnej komunikacji.


W przypadku transmisji live stream chat kreuje rzeczywistość na wizji. Kamisado odpowiada na bieżąco (-jeśli ma ochotę) na zadawane mu pytania, prowadzi dialog ze swoimi obserwatorami, co niewątpliwie wpływa na umacnianie tego typu więzi dla społeczeństwa wirtualnego. 
Z drugiej strony jest też przyczyną pogłębiającego się stresu, który pochodzi z konieczności bycia na bieżąco z bohaterem na wizji: co odpowiedział? gdzie dojechał? gdzie się zatrzymał? Zmusza to do przyswajania zbyt dużej liczby danych, co prowadzi do sytuacji nazywanej " niepokojem informacyjnym" ...

Cóż, rozwój społeczeństwa informacyjnego jest niewątpliwie zjawiskiem spektakularnym i złożonym.




_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
* Kamisado w danej chwili znajduje się w okolicach Las Vegas, w drodze z Chicago do LA:
                                                                     
N 35°11'56.88''
W 114°4'0.36''
_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________

Gdzie schodzą się zaprzyjaźnione drogi,
    tam cały świat wygląda na moment jak ojczyzna

  czyli live stream TVN Kamisado:


kanał dostępny na portalu WASZA POLSKA TV

sobota, 13 listopada 2010

INSPIRED BOOKS ONLY- supermarket kultury

 SUPERMARKET KULTURY- Gordon Mathews





















Jedna z kultowych pozycji dla każdego antropologa. Choć wydana przed pięciu laty, to wciąż aktualna. A może jeszcze bardziej niż wówczas?

Dla mnie- genialna pozycja traktująca o tożsamości kulturowej.
W erze McŚwiata wielu ludzi ma problemy z określeniem poczucia swojej tożsamości. Błędne jest myślenie, że Francuzi mają swoją francuską kulturę, Japończycy - japońską a Amerykanie - amerykańską... Choć wielu z nas utożsamia się ze swoją kulturą narodową, to jednak wybieramy ogólnodostępne towary w hipermarkecie kultury. Mathews w przedmowie pisze:

" Możesz jeść na śniadanie muesli z rodzynkami, warzywa curry na obiad, a sashimi na kolację; możesz słuchać opery, jazzu, reggae lub juju; możesz zostać chrześcijaninem, ateistą, buddystą, albo wyznawcą sufizmu"

Globalna kultura daje nam deficytowe towary globalnej tożsamości. I już nie możemy być pewni, co w świecie uważane jest za japońskie, amerykańskie i chińskie. Albowiem autor skupił się właśnie na tych trzech społeczeństwach: mieszkańcach zapośredniczonego przez media świata, mieszkańcach współczesnego i tego, który zmienia się w supermarket kultury.

Z każdej strony tej lektury słychać subtelny szept: Kim właściwie w takim świecie jesteśmy? I nie znajdujemy tu jednoznacznej odpowiedzi... Książka pobudza do refleksji, skłania do zadumy nad dylematami współczesnego człowieka szukającego swojej tożsamości kulturowej. Ważne, żeby mieć ŚWIADOMOŚĆ do jakiej półki w markecie podchodzimy i czego tam szukamy...


CO MOŻNA UZNAĆ ZA JAPOŃSKIE?

Często się słyszy, że Japończycy utracili już właściwie swoją japońską kulturę i tylko imitują ZACHÓD. Dla wielu Japończyków oczywistością w dziedzinie kultury artystycznej jest rock, jazz i Beethoven a nie tradycyjna muzyka japońska. Picasso i Van Gogh a nie- Sesshu i Tessai. Spódnice i garnitury a nie kimono, bardziej dywany niż tatami (podłoga  z maty) itd.Czy to może oznaczać, że japońskość nie istnieje?

Jest o koto, shigin, tradycyjnej kaligrafii. Autor spotyka się z ludźmi urodzonymi w świecie w którym były one oczywistym elementem życia. Jest o młodych artystach, którzy tworząc sztukę współczesną wyruszają na poszukiwania swoich korzeni.
Są i tacy, którzy uważają, że uprawianie sztuki wiąże się z tworzeniem nowego poczucia japońskości na bazie oferty supermarketu kultury. Część z nich twierdzi, że ojczyzna jest im już właściwie niepotrzebna, gdyż cały świat jest dla nich ojczyzną...

CO MOŻNA UZNAĆ ZA AMERYKAŃSKIE?

Liczne orientacje religijne współczesnych stanów Zjednoczonych odzwierciedlają różne definicje tego, czym jest Ameryka. Buddyzm, zen i wszystkie inne drogi wschodnich, religijnych mądrości na dobre zadomowiły się w amerykańskiej rzeczywistości. Także chrześcijańskie obrazki, koszulki, kartki świąteczne i tym podobne gadżety; tworzą spory sektor tamtejszego rynku. Podobnie jak religia chrześcijańska, która stała się wręcz zwykłym towarem.

Mathews przeprowadził ciekawe badania na grupie chrześcijan, wierzących w to, że zbawienie osiąga się jedynie dzięki wierze w Chrystusa i chrześcijańskiego Boga. Odpowiedzi respondentów na miarę społeczeństwa amerykańskiego ... dość ciekawe.
Jedna z kobiet mówi:
" Sądzę, że Stany Zjednoczone są fałszywym prorokiem o którym mówi Objawienie. Filmy, muzyka, popkultura- to sieć, która chce mnie opętać. Za tym stoi szatan..."

Okazuje się, że dla dużej liczby mieszkańców ich kraj jest uosobieniem zła i wcale nie wstydzą się do tego przyznawać.

Autor powraca do badań poprzedników z ubiegłej dekady. Wyciąga ciekawe wnioski na temat amerykańskiego buddyzmu. Amerykanie nieświadomie odtwarzają swoją amerykańskość wszędzie, nawet w buddyzmie. Żyjąc iluzją "czystego" Tybetu organizują tam zorganizowane wycieczki przywożąc ZE sobą (i pozostawiając ZA sobą) cały śmietnik amerykańskiej kultury...


CO MOŻNA UZNAĆ ZA CHIŃSKIE?

Jako, że autor książki od 1994r mieszka w Hongkongu, gdzie jest profesorem Uniwersytetu Chińskiego- spora część tego rozdziału została poświęcona rozważaniom o tożsamości kulturowej Hongkońskiej inteligencji [ w 1997r Wielka Brytania przekazała Chinom kontrole polityczna nad Hongkongiem ]. Wielu mieszkańców czuje się bardziej Hongkończykami aniżeli Chińczykami. Mathews zadaje podstawowe pytanie: co znaczy być Chińczykiem w Hongkongu?

Niezwykle ciekawe zjawiska, rodziły  się na jego oczach: akulturacja, asymilacja i wreszcie migracja duchowa. I jedno podstawowe pytanie: Czy dla Hongkongu, będącego częścią supermarketu kultury- ojczyzna stworzona przez państwo może się wydawać wiarygodna?

______________________________________________

Dla mnie- książka niezwykle interesująca i poszerzająca wiedzę o samym sobie. Temat uniwersalny i myślę, że każdy znajdzie tu inspirującą  płaszczyznę dla siebie.
Oddaję głos autorowi:

" Czy kultury istnieją rzeczywiście jako odrębne, czyste całości, których należy bronić? Czy przemieszanie, fałszerstwo, zanieczyszczenie, groch z kapustą- nie są istotą idei nowoczesności?
Czy idea czystych kultur , wymagających natychmiastowej ochrony przed obcymi zanieczyszczeniami- nie prowadzi nas w sposób nieunikniony ku apartheidowi, czystkom etnicznym i komorom gazowym ?"

Niepokojąco ciekawa lektura...
Niekoniecznie przed snem, ale na pewno w życiu codziennym- pomocna; pomaga szerzej spojrzeć na globalną kulturę i pokazuje wszystkie zakamarki tego supermarketu.
Polecam!

poniedziałek, 8 listopada 2010

A PICTURE IS WORTH A THOUSAND WORDS...

wiecie, pisać mi się nie chce
obrazy też wiele mówią:

 
 from: http://beautiful.tumblr.com/

K. ma dziś urodziny
Ptysiek się popisał
matka wykazała
a teraz- leniwy transssss.......
 

piątek, 5 listopada 2010

DLA URODY...




dziś będzie typowo babski temat :)

nie miałam ostatnio czasu, żeby coś TU sensownego napisać (-trwają prace nad nową kolekcją i sesją zdjęciową, którą przy zgrywaniu na PC szlag trafił...)- ale czas na pielęgnację urody zawsze znajduję :)))

zazwyczaj jest to sobota rano (-tak robiła moja mama i mi też tak zostało). Wyganiam moich chłopów  precz, na place zabaw i spacerki dotleniające ;) a sama zakładam podomkę (-niezbędna!), mieszam produkty, gotuję zioła, odcedzam, ubijam...
Takie kobiece rytuały.... (- w domyśle: upiększające!).

ja wiem, że można normalnie, jak każda współczesna kobieta pójść do salonu kosmetycznego, pojechać do spa i się poddać...
ja wiem, że w internecie pełno licytacji n/t  maseczek do włosów, twarzy...
no- ale każdy ma swoje patenty i ulubione maseczki, którym od dawna jest wierny. No; tradycjonalistka- naturalistka jestem :)


za przepisy, którymi z Wami chcę się podzielić- ręczę głową!
żadnych nietypowych skórnych objawów na pewno nie dostaniecie, włosy nie wypadną  a wręcz przeciwnie- będziecie miło zaskoczone, że coś takiego w ogóle zadziała!

Peeling kawowy do ciała
podstawa. Duży słój tej mieszanki zawsze u mnie w łazience stoi:
- świeżo zaparzona kawa, kilka dzbanuszków  (-po 10 min odcedzić i fusy wrzucić do słoja)
- dużo cukru (nawet tak z 1/2 kilo)
- cynamon, imbir (kilka łyżeczek)
- miód (sporo!)
- 1 wyciśnięta cytryna
- oliwa z oliwek

celowo nie podaję proporcji, bo wszystko zależy od pojemności słoja. Dosypywać wszystko w słusznych ilościach, tak, aby powstała baaardzo gęsta papka.Trzymać w szczelnie zamkniętym słoju. Peeling stosować 1-2 razy w tygodniu (REWELACYJNIE działa na skórę brzucha i pośladki!)
Przyrzekam- skórka jak u niemowlęcia. Tylko z sercem masować proszę :)))


Twarz
peelingu kawowego nie stosuje się na twarz-ma za silne działanie!
do oczyszczenia twarzy:
1- peeling cukrowy
- dużo cukru,
- oliwa z oliwek,
- łyżeczka sody kuchennej

proporcje-jak do małego słoiczka. Soda wspaniale oczyszcza pory, cukier +oliwa złuszczają naskórek. Stosować tylko raz w tygodniu.

2- przemyć twarz świeżo zaparzonym i ciepłym rumiankiem (-rumiankiem codziennie przemywam twarz. Tonik, mleczko- tylko wieczorem :)

3- maseczka
a- z awokado- utrzeć miąsz z jogurtem naturalnym+ sok z jednej cytryny. Trzymać 20 minut. Cudnie odżywia.
b- z bananem- pół banana + 2 łyżki tłustego twarogu (- jak ktoś nie ma, może być jogurt naturalny) + łyżka oliwy + pół wyciśniętej cytryny. Cudnie nawilża i przywraca blask cerze. Po 20 minutach zmyć.

Włosy
trzeba systematycznie włosy oczyszczać, bo szampon nie zmywa dokładnie resztek pianek i lakierów!

1- oczyszczenie- łyżeczkę sody kuchennej wymieszać z szamponem w dłoni, natrzeć włosy i trzymać 10 minut pod przykryciem
2- maseczka odżywcza- uniwersalna, do każdego rodzaju włosów: żółtko + kilka kropel oliwy z oliwek- wymieszać jak na kogel-mogel. Trzymać pod przykryciem ok 30 min.
3-do włosów puszystych i kręconych- (czyli takie, jak ja mam- byłam mile zaskoczona działaniem) ubić na sztywno pianę z białek i zmieszać z małą szklanką jogurtu naturalnego. Spłukać po 30 minutach.


i bardzo ważne:
po oczyszczeniu sodą, i po spłukaniu maseczki- włosy należy jeszcze raz opłukać w wywarze ziołowym. W ogóle, płukanki ziołowe można nawet kilka razy w tygodniu stosować. Mają NIESAMOWITE działanie przede wszystkim na strukturę włosa. Ja robię tak:
- 1 garść suszonego skrzypu
- 2 garści suszonej pokrzywy
- 1 garść kory dębowej (do jasnych włosów- rumianek)
( jak ktoś ma włosy przetłuszczające dodać jeszcze garść suszonej mięty)

gotuję 15-20 min na malutkim ogniu pod przykryciem. Odcedzić i spłukać tym wywarem włosy- POLECAM!


__________________________________________
__________________________________________

to taka podstawa...
raz w tygodniu stosuję też te wszystkie firmowe maseczki liftingujące- ale tylko na noc.
bo ich przyrządzanie i nakładanie to już żaden rytuał...


p.s.
jutro K. jedzie rano gwizdać mecz do Belfastu; więc zabiegi upiększające przeniesione na dzisiejszy wieczór.
Idę nastawić zioła :)



czwartek, 28 października 2010

PRZED PÓŁNOCĄ...

wieje (prawie) huraganowy wiatr

piję colę z finlandzkim dodatkiem (czystej wódki nie pijam, zresztą coli czystej też nie !)

słucham nocnej audycji w PR1 (Tam już po północy)

obszywam krajkę aksamitem (na pas)

K.się pyta: - co to za muzyka?


piękna muzyka- posłuchaj:





/...organizowałam kiedyś recital Kleyffa
takich ludzi już nie ma
jeden z ostatnich... /


klękam przed Jego tekstami !

środa, 27 października 2010

RELATYWIZM KULTUROWY cz. I

była też taka noc spędzona w śpiworach na sali balowej w Muzeum Narodowym we Lwowie
z oknem wychodzącym na bank; w którym uzbrojeni ochroniarze cały czas chodzili po budynku ze świecącymi latarkami

dlatego nie mogliśmy wyglądać przez okno, żeby nas nie zauważono /

i właściwie nie mogłam tego widzieć:

- jak jedyna (wówczas) oświetlona w nocy, na całej długości ulica w mieście ukrywała na ławkach mongolskie żebraczki i kobiety z odległych wiosek, które rano na płachtach sprzedawały ciasta, jaja i owoce obok, tam za rogiem,
- jak kilku staruszków wciąż grało na ławce w szachy a przygrywał im na akordeonie kilkuletni chłopczyk obwieszony złotymi łańcuchami,
- jak błyszczące i szybkie  samochody (-takich nawet w Irlandii nie widziałam) zatrzymywały się przy nocnych lokalach Prospektu Swobody (- wysiadały z nich piękne, młode dziewczyny i mało przystojni starsi panowie)
- jak turyści sikali w różane klomby a okoliczna młodzież licytowała się ile portfelów tego wieczoru uzbiera ...

nie mogłam tego widzieć (strażnicy co jakiś czas świecili również i w nasze okno)
z odgłosów dochodzących spod budynku- mogłam się tylko domyśleć, jak niebezpiecznie jest tu o tej porze ....

ale widziałam nieziemskie freski, rosyjskie stroje ludowe, zabytkowe sprzęty, piękne portrety, nieznane instrumenty... wszystko to w świetle księżyca.

potem K. przygotował nam kolację: przysmak śniadaniowy z kwasem chlebowym smakował wyśmienicie.
było bosko!

a na granicy - (jak już zapłaciliśmy za wstęp do Polski) - miałam łzy w oczach: że MOGĘ WRÓCIĆ do ojczyzny (- złożyło się na to wiele przeżytych na Ukrainie sytuacji, zatłoczonych autobusów, zapomnianych wsi i pozamykanych drzwi itp.itd.)




___________________________________________
* relatywizm kulturowy- postawa przeciwna do etnocentryzmu. Jest to umiejętność zauważenia mnogości i różnorodności kultur oraz historycznych uwarunkowań odrębności kulturowych bez ich niewłaściwego oceniania. Postawa taka pozwala zrozumieć sposoby działania i myślenia różnych społeczności, mając na uwadze, że jest to możliwe tylko w odniesieniu do przypisanych tym społecznościom symboli, wartości, znaczeń, własnych, specyficznych reguł. Relatywizm kulturowy w swych założeniach dąży do postaw tolerancji i szacunku.


** nocleg w salach muzealnych był legalny :)
byliśmy protegowanymi prof. Kamockiego. Badania terenowe wymagały również obserwacji czynnej- uczestniczącej w przedziwnych miejscach (...)

*** relatywizm kulturowy zobaczyłam w oczach wystraszonej do granic możliwości sprzątaczki, która zastała mnie we wczesnych godzinach porannych w toalecie. Zdębiała na widok jednej takiej, która w dziwnej pidżamie myła sobie w muzealnej toalecie zęby....

poniedziałek, 25 października 2010

O WRZOSACH, AFRYCE I ZNACHORCE (- zapiski terenowe)

Dwa razy dziennie PKS-y odjeżdżają w tamte strony.
Byłam nie tak dawno...
Mało kto do nich wsiada, bo wokół olbrzymie połacie lasów i pól. Tylko w czwartki autobus jest pełny; ludzie tłoczą się aż na schodkach- tuż obok kierowcy. Wszyscy wracają z targu. Z miasta.

Raz w tygodniu kobieciny zakładają co ładniejsze chustki na głowy, starsi panowie: śmierdzące naftaliną filcowane kapelusze. I jadą. Wkładają jaja do koszyków w które jesienią zbiera się ziemniaki i grzyby. Czasem nic nie mają, ale wtedy też jadą- pooglądać towary, spotkać się ze znajomymi.

- Kierowca stać! Pasażer biegnie!- krzyczy ktoś z ostatnich siedzeń.
Zdyszana kobieta próbuje znaleźć sobie miejsce na schodkach autobusu. Pomarszczone i brudne ręce podają pieniądze odliczone na bilet. Ja swój wciąż trzymam w dłoniach i mu się przyglądam: 8,40zł - tyle kosztuje mnie podróż do Afryki.

***

Autobus zatrzymuje się wśród lasów, za tartakiem. Nie ma tu ludzi ani samochodów. Nic prócz skaczących po ścieżce koników polnych. 
Na jednym z drzew przy szosie jest przeżarta przez korniki deska na której ktoś biała farbą napisał: AFRYKA i zrobił strzałkę w bok. To jedyny drogowskaz, ślad, że taka wieś w ogóle istnieje.

Jak pani Basia zimą chce się dostać ze wsi do szosy, to musi z domu wychodzić wcześniej, by mieć czas na pokonanie zasp śnieżnych. Tylko dwóch mieszkańców ma samochody ( ale niezbyt często nimi jeżdżą). Nie ma tu żadnej ulicy; po środku wsi biegnie ścieżka; która pełni rolę drogi, chodnika i centralnego miejsca spotkań sąsiedzkich. Na tej ścieżce toczy się życie całej wsi.
W czwartki po południu jest tu tłoczno. O tej porze czerwony polonez truck przywozi chleb, serki Danio i chrupki z miasta  ( świeżutkie, skusiliśmy się !). Pochylone sylwetki staruszków tłoczą się przy bagażniku. Muszą się spieszyć, bo sklep otwarty jest tylko pół godziny. Później odjeżdża do innej wsi.
- To nasz jedyny kontakt ze światem. My rzadko stad wyjeżdżamy, bo wszędzie daleko a i pieniądzów nie ma - mówi kobiecina w zielonym swetrze i wkłada dwie paczki chrupek do reklamówki.
- Po co mamy jechać do miasta, skoro ono samo do nas przyjeżdża? - śmieje się bezzębny pan Irek.
Widać, że przyjazd sklepu to jedna z większych atrakcji dla wsi.
- Byli tu u nas w tamtym miesiącu urzędniki z miasta i telefony chcieli nam zakładać! - uśmiecha się z politowaniem inny staruszek.- Ale po co takim starym ludziom telefony, się pytam? Wystarczy, że prąd mamy i telewizory możemy oglądać.
- A maja państwo dla nas prezenty?- staruszka szturcha mężczyznę w kapeluszu i zaczyna nam się uważnie przyglądać. - Bo ostatnio też do nas przyjechali tacy młodzi ludzie i mówili, że prezenty dla nas mają... A potem kazali za nie płacić  po 200zł!
- K... takie wielkie pudła z samochodu wyjmowali i nam rozdawali! Wszystkich nas nabrali!
- Pani, bo my tu ciemnota! Nie znamy się a te młode chcieli nas wyrolować- właścicielka chrupek ostatnie zdanie mówi już szeptem.
- A państwo to po co do nas przyjechali? - padło w końcu wiszące w powietrzu pytanie.
- Domy fotografować?
- A może nasze chałupy chcecie nam pozabierać, co?





































***

 O Grudzinie (- nazwisko zmienione) dość długo zbieraliśmy informacje. Miała być jedyną szeptuchą w centralnej Polsce. Informatorzy, którzy nam o niej opowiadali nie znali jej miejsca zamieszkania. Jak była potrzebna to przychodziła. Może to tylko plotka, że splunęła na dziecko i ono zaczęło widzieć? Albo jak odczarowała wszystkie krowy pana M. bo ktoś im mleko ukradł?
Dopiero po długim czasie udało nam się ustalić wieś z której znachorka pochodzi.
- Aaa, do Grudziny żeście przyjechali?- pobłażliwie uśmiecha się najmłodszy jegomość z całego towarzystwa
- Tam pod lasem mieszka. Tylko się nie wystraszcie- już rechocze.

Mała grupka pogarbionych staruszków ze ścieżki znika za zakrętem.
Mijamy piękne, drewniane chałupy kryte strzechą. Piękne były przed laty. Teraz pochylają się ze wstydu.
Półnagie belki stropu wykrzywiają się w stronę sadu- jakby chciały przeprosić za swój stan. 
Nie patrzeć. Nie ma dachu.
Brudne i zakurzone szyby wstydzą się swojej nagości.
Za wszelka cenę, chcą pozostać niezauważone- dlatego zapraszają wilgoć.
Nie patrzeć. Nie ma firanek.







































Dochodzimy do zagrody szeptuchy.
Już wiemy dlaczego staruszek tak rechotał...
Nie ma śladu już po chałupie- to co zostało na ziemi zarosły wrzosy. Wokół pełno wrzosów (na polu, tu zwykle nie rosną).

Wrzos to nieprzychylne ziele. Z daleka wygląda pięknie i mami swoja barwą. Z bliska- nie pachnie i przynosi nieszczęście jak się go przyniesie do domu. Dlatego w dawnej tradycji wrzosy palono i kadzono nimi obejście ( -forma ochrony przed złem).
Zawsze rosną w stadach, kępach ( - wtedy maja większą siłę).
I wierzcie lub nie- na wrzosowiskach zawsze działy się rzeczy niezwykłe!
Nikt nie lubi wrzosów. Zapytajcie starych.
Grudzina je specjalnie zasadziła...




















Słońce schowało się już za koronami drzew. 
Tu, z szosy nie widać już w ogóle wsi. Słychać tylko wieczorne ujadanie psów. Z głębi lasu dochodzą odgłosy tartaku. Czekamy na ostatni autobus, który nas stąd zabierze.
Ale wrócimy niedługo.
Bilet do Afryki kosztuje tylko 8, 40zł.
Wrócimy...
Tylko, czy Afryka jeszcze tu będzie???


______________________________________

*  na podstawie taśm dyktafonowych i notatek  terenowych. Centralna Polska.



piątek, 15 października 2010

OPOWIEM CI O MUZYCE W PEWNYM KRAJOBRAZIE

/  fragmenty.  popełnione w którymś tam roku . drukowane w Kwadracie  /


miejsca ukryte gdzieś w kurzu tysięcy polnych dróg...
są postaci eteryczne, prawie niezauważalne z których każda ma własną opowieść...
będzie o Tych, którzy stanowią silne i stałe źródło wzruszeń, rozczarowań i refleksji.

_________________________________________
______________________


Zamknij oczy i przypomnij sobie najbardziej magiczne wydarzenie w Twoim życiu.
To, które przechowujesz gdzieś na dnie wspomnień.
Przypomnij sobie obrazy, dźwięki i zapachy. Przypomnij sobie ludzi i miejsca.
A były tam drzewa? Świeciło słońce, czy księżyc?
Chcesz Tam wrócić?

Każdy z nas ma wspomnienie CZEGOŚ. Czasem to tylko ledwie mgnienie chwili. Skrawek pejzażu. Garść emocji.
Czasem to jedynie zapach porannego dworca i parność zaspanych przedziałów pociągowych...

Nie otwieraj oczu!
Zapraszam Cię w Moją podróż.
Zapraszam Cię do Inowłodza...

 (...)

Muszki wpadały do oczu, a my jechałyśmy sosnowymi lasami.
Do maleńkiego miasteczka, ukrytego na skraju dawnej puszczy spalskiej. Kilka sklepików, tartak, synagoga i górujący na wzgórzu Kościółek Św. Idziego (-jeden z najstarszych zabytków epoki romańskiej w Polsce). Rozlewisko najczystszej rzeki w kraju; bagna, lasy i pola.
Dla jednych prowincja. Dla mnie- magia.

W taką oto przestrzeń wkradł się FESTIWAL MUZYKI W KRAJOBRAZIE. Na kilka dni i nocy mieszkańcy miasteczka zostali wyrwani ze swojej codzienności.
Z ciekawości powynoszono krzesła przed chałupy i zaczęto obserwować...
Nie na co dzień przecież widzą spacerujące po ulicy piękne Murzynki, niosące olbrzymich rozmiarów bębny . Nigdy wcześniej nie widziano tu tylu kolorowo poubieranych ludzi w potarganych (-dredy) włosach i dziwnych chustach na głowie.

Przyglądali się i dziwili.
Nie wiedzieli jeszcze, że ich przystanek PKS stanie się miejscem wydarzeń teatralnych. Nie przypuszczali nawet, że sami  będą przychodzić na wieczorne koncerty, a ostatniego dnia będą odwozić uczestników festiwalu na dworzec do pobliskiego Tomaszowa.
Nie spodziewali się, że zatęsknią za dźwiękami tam- tamów (- a tęsknią!).

(...)

Muzyka.
Muzyka Jakiej Świat Nie Widział.
Psychodeliczna i głośna. Subtelna i cicha. Na scenie, na wzgórzu, w kościele, w lesie. Nagrzana słońcem ziemia dudniła odgłosem afrykańskich bębnów. Ciemny las zatrzymywał echo ukraińskich pieśni. Konary rytmicznie nuciły...


(...)

Nie wytrzymali.
Już pierwszego dnia pojawiła się pod główną sceną reprezentacyjna grupka mężczyzn, którzy początkowo nieufnie spoglądali na to całe towarzystwo, jednak z czasem...
Kilku starszych mężczyzn zawitało do indiańskiej wioski   (- podobno tańczyli ?).
Jakieś staruszki widziane były na straganach wydawnictw sprzedających niezależna prasę  (- ziny ekologiczne oglądały). Natomiast jeden z najodważniejszych (i chyba najstarszych mieszkańców miasteczka) zdecydował się na solowy koncert na scenie. Przy akompaniamencie zespołu z Nigerii...

(...)

Tamci poszli nocą nasłuchiwać Muzyki Lasu.
Reszta tkwiła w etnicznym i wysmakowanym pląsie księżycowego transu. Flety, fujary, czynele tybetańskie, didjeridu , misy pocierane, drumle. Magiczne Karpaty zaczarowały.
Byliśmy daleko.

(...)

... ale najważniejszy był chyba krajobraz! O zmierzchu. O świcie. Nasączony muzyką.
Zawsze inny.


Często Tam wracam. Od dawna nie ma już tych namiotów i ścieżek wydeptanych wśród sitowia. Ziemia na polanie juz nie pachnie nepalskimi kadzidłami, ale jak się przyłoży do niej ucho, to można usłyszeć przytłumione tam- tamy (-za którymi tęsknią mieszkańcy).
Wystarczy tylko zamknąć oczy...

Muzyka w krajobrazie.


_________________________________
________________________________________________________

* odbyło się kilka edycji Festiwalu w Inowłodzu.
   później zmieniła się już formuła, ludzie i muzyka.
  już nie było tak jak Wtedy.

* za Inowłodzem w stronę Zakościela, na trzecim zjeździe do lasu mam jedną z moich duchowych chałup.
na rozgrzanych skarpach Pilicy.
cudnie Tam.

wtorek, 12 października 2010

LIST MIŁOSNY






















wyznanie miłości znaleziono lata temu,
pod łóżkiem ośrodka wczasowego w Podegrodziu
podczas badań terenowych.



p.s
się ma tyle notatników to się przechowuje różne skarby ;)


sobota, 9 października 2010

MIEJSCA ŚWIĘTE, MIEJSCA PRZEKLĘTE

Dawne czasy ukształtowały typ umysłowości prostego człowieka przepojonego wiarą w istnienie nadzmysłowych sił i magicznych miejsc, które mogą człowiekowi szkodzić; ale na które można wpływać poprzez odpowiednie praktyki magiczne.
Tę wiarę umocnił Kościół afirmując je, a niejednokrotnie stosując różnego typu egzorcyzmy mające na celu wypędzić szatana z opętanego...

Niestety, cały bogaty świat fantastycznych istot i zjawisk, jakie w świadomościach mieszkańców zamieszkiwały pola, lasy i bagna- odchodzi powoli w przeszłość. Nie jest to korzystne dla kultury wsi polskie, gdyż wieś pozbawiona swojego świata przeszłości- traci tożsamość kulturową! I staje się obca nawet dla jej mieszkańców...

_________________

Współczesność zdewaluowała  pojęcie świętości. Dziś już nie ma świętych miejsc.
W kościołach odbywają się pokazy mody (Francja), czy zabawy taneczne (Niemcy). Nawet w katolickiej Irlandii budynki kościelne ulegają publicznej profanacji- w centrum Dublina można smacznie zjeść i wypić kolorowe alkohole w restauracji, która powstała we wnętrzach starego kościoła. Znajoma Hiszpanka mojej siostry mieszka w kościele, który przerobiono na apartamenty (!). Podobno ma nieziemskie witraże w łazience...

Świątynią dla współczesnego człowieka stają się centra handlowe, puby, czy boiska sportowe, gdzie pielgrzymki odbywają się 24/7 (-modny ostatnio znak marketingowy: całą dobę- w każdym dniu tygodnia)...

___________________________
__________________________________________

Są jednak nieliczne jednostki w szeregach McŚwiata, które przechowują wspomnienia pokoleń, tradycję przekazywaną z dziada pradziada. Tradycję, której należy się uszanowanie.

Chciałam Wam opowiedzieć o miejscach, które dawniej uznawano za święte albo przeklęte.
Przy okazji przeprowadzania różnych wywiadów i ankiet etnograficznych spotykałam się często z opowieściami starych ludzi, dla których świat fantastycznych istot, magicznych miejsc i nadprzyrodzonych zjawisk był elementem ich codziennej egzystencji. Był to inny, ludowy sposób pojmowania i wyjaśniania rzeczywistości. Przechowywany w opowieściach i tradycji kultury ludowej, która właściwie już umarła...

Opowiem o tym, co pamiętam. O drogach, którymi nie pozwalała mi babcia chodzić i o krzyżach przy których zawsze trzeba było się żegnać i przynosić świeże kwiaty. Posłuchajcie...



POLE [ polna droga, polny kamień, sad, polne krzyże i kapliczki]- miejsca newralgiczne znajdujące się na granicy światów, dzieją się Tam rzeczy niezwykłe.

Moja babcia mieszkała na obrzeżach miasta. Zaraz za ostatnimi domostwami rozciągały się pola. Uwielbialiśmy się tam bawić! Ale mieliśmy też pewne zakazy:

- nie wolno w południe wychodzić w pole, bo to czas Południcy (dawniej w pewnych regionach rolnicy w okolicach godziny 12-tej schodzili z pola, bydło zostawało zaganiane do domów, by po kilku godzinnej przerwie powrócić).
Pewnie bym o tym dziwnym zakazie nie pamiętała, gdyby nie relacja mojej siostry, która pewnego dnia sama bawiła się w polu i w południe widziała jak Południca idzie drogą ! Siostra w popłochu uciekła przed nieoczekiwanym spotkaniem. Zostawiła lalkę, którą później oczywiście nie mogła znaleźć.
Zabrała ją Wiedźma Polna!

- w polach znajdowała się również tzw: Głęboka Droga ( jest do tej pory, zarośnięta)- miejsce, gdzie w czasie wojny chowani byli żołnierze. Oczywiście mieliśmy bezwzględny zakaz bawienia się Tam. Okoliczna ludność bała się spotkania z zabłąkanymi duszami poległych i na skraju Głębokiej Drogi postawiono drewniany krzyż ( z dawnego domu babci) i kapliczkę. Krzyże mają magiczną  moc; chronią przed złymi mocami. dlatego należy o nie dbać, dekorować na święta i przynosić świeże kwiaty.
Dziecięca wyobraźnia jest niesamowita- ileż razy widziałam tych zakrwawionych, zabłąkanych żołnierzy! Baliśmy się tam chodzić...
Parę lat temu widziałam jak kobitki wciąż odprawiały majówki przy polnej kapliczce.
Kolejny zanikający zwyczaj.

- pośród pól znajdował się olbrzymi głaz, babcia mówiła, że to diabelski kamień (- miał odciśnięte kopytka diabła) i tam również nie wolno było chodzić...
Kamienie w dawnej świadomości ludu były szczególne- święte, albo przeklęte. Na kamieniach składano ofiary, pod kamieniami można było różne rzeczy ukrywać- były miejscem kontaktu ze zmarłymi ( cmentarze),
ale też symbolem płodności związanym z Matką Ziemią (-stąd zwyczaj ślizgania się po kamieniach bezpłodnych kobiet).
Jeszcze czasem można na polach spotkać wyeksponowane kamienne głazy; wiecie już w jakim celu?

A ileż miejsc przeklętych znajdowało się za łąckim lasem.
Tam na bagnach...
...

_______________________________
_______________________________________________

Pomagałam kiedyś koleżance opiekować się grupą dzieci na rajdzie górskim. Pewnego dnia zeszliśmy z gór, by zwiedzić okoliczną wieś wraz z zabytkowym kościółkiem na cmentarzu. Opowiadałam im o tej przepięknej architekturze drewnianej; dotykaliśmy i wąchaliśmy. Wspomniałam im też o sposobach w jaki dawniej urządzano cmentarze, jak żegnano i chowano zmarłych. O małych, brzydkich grobach znajdujących  się ZAWSZE pod murem cmentarnym. Tam chowano samobójców i nienarodzone dzieci- ich dusze nie miały prawa spotkać się z innymi.
Poprosiłyśmy dzieciaczki, żeby sobie same pochodziły po kościółku i pooglądały obrazy i ołtarze.
Dzieci znikły.
Znalazłyśmy je  pod murem cmentarnym wokół tych małych, brzydko ociosanych krzyży- modliły się za niewinne dzieciątka i płakały, ze Ich groby nie mogą znajdować się na środku cmentarza....


- to tylko przykład tego, jak tradycja zanika i umiera na naszych oczach, bo, kto teraz przestrzega takich bzdurnych i naiwnych zakazów???

__________________________________________

Magiczny i ludowy sposób pojmowania rzeczywistości już umarł.

Nie ma dla niego miejsca w McŚwiecie.

Czy da się uchronić od zapomnienia, to, co zostało zapomniane?

wtorek, 5 października 2010

MUZYKA, KTÓRA MNIE PRZENIKA...

wszystko przez znajomą z Kanady, która przysłała mi w mailu muzykę po której nie sposób usnąć

brzmienia Naszej Młodości...

dźwięki budują nastrój dzisiejszego wieczoru

muzyka- to duch uśpiony w ciele!


******************************

w związku z tym, chciałabym Wam zaproponować zabawę pt: " Muzyka, która mnie przenika"-
wybierzcie 3 utwory, które są dla Was najważniejsze; takie, co to szarpią struny duszy, które budują Wasze wspomnienia...
pozwólcie innym poznać te ważne z jakiegoś tam powodu dla Was dźwięki...

- wklejcie linka z YouTube, albo podajcie tytuł i wykonawcę
i jak to bywa w szczęśliwych łańcuszkach (czy ja kiedyś pisałam, że niekoniecznie popieram ??) - zachęćcie  3 osoby, żeby podzieliły się z innymi muzyką swojej duszy...

no to ja zaczynam:

1-


bo przypomina mi moja hippisowską młodość (!) . Genialny trans.


2-


jezzzuuu - muzyka Dead Can Dance jest dla mnie bezwzględnie najważniejsza! Z 10.000 powodów. Amen.


3-


najgłośniej w mojej duszy rozbrzmiewa muzyka wiejska, ludowa... Tu Kapela Ze Wsi Warszawa, bo ukochana a ten utwór kilkanaście lat temu zaczarował mnie na Pewnym festiwalu, na zboczach Pewnej góry...
Ech!


****************************

wiele tu osób, których muzykę duszy chciałabym poznać... niestety- reguły zabawy żelazne :)))
na pierwszy ogień idzie:

- Paulina ze wsi
- Magda ze skrzypiących traw
- Ewa z pewnej zagrody

Kobiety! Idę tam zaraz do Was z informacją, że zostałyście nominowane :)

ale zachęcam wszystkich, którzy czują potrzebę podzielenia się z innymi swoimi Najważniejszymi Dźwiękami!

sobota, 2 października 2010

O TYM JAK PODNIEŚĆ ODPORNOŚĆ ORGANIZMU, CZYLI: MEDYCYNA NIEKONWENCJONALNA


Dziś będzie o zdrowiu.
O tym jak nie dać się jesiennym przeziębieniom i jak zyskać energię do życia.
Chciałabym Wam opowiedzieć o kilku skutecznych metodach stosowanych w mojej rodzinie od dawna.
Nie łykam witamin. Nie faszeruję się syropami (no, chyba, że w sytuacji podbramkowej). Szukam alternatywnych i naturalnych sposobów obrony organizmu przed infekcjami.
Przygotowania do sezonu grypowego należy rozpocząć już teraz.
Posłuchajcie...

 Żeby pozbyć się z organizmu przyczyn wielu chorób i złogów w pierwszej kolejności trzeba wyprowadzić z niego zalegające toksyny. Należy przeprowadzić gruntowne oczyszczanie; żeby zaczął funkcjonować właściwie i harmonijnie.
Metod oczyszczania jest wiele:
- głodówka,
- lewatywy,
- oczyszczanie za pomocą soków warzywnych i naparów ziołowych itd.
Można też skupić się na najważniejszych organach tj: wątroba i jelita i tu zrobić generalny porządek. Każdy w zależności od preferowanego sposobu, funduszy i czasu (-takie kuracje trwają po kilka tygodni i tu potrzebna jest wytrwałość i cierpliwość) - może znaleźć właściwy sposób dla siebie.

Ja od dawna jestem wierna kuracji oczyszczającej za pomocą kefiru. Skuteczna w 100% i trwa tylko 3 dni. Kiedyś przeprowadzałam ją razem z moją mamą- pod koniec dnia nie mogłyśmy patrzeć na kefir, więc, żeby uatrakcyjnić sobie jego przyswajanie wybrałyśmy się na łąki przy rzece. Siadłyśmy na pagórku i raczyłyśmy się naszym lekarstwem. Wzbudziłyśmy niemała kontrowersję- była to pora zaganiania krów, i biedne kobitki z niesmakiem spoglądały na nas, myśląc niewątpliwie, że to jakieś alkoholiczki albo narkomanki - ze wstydu trochę w krzaczki się schowałyśmy :O

Do rzeczy- oczyszczająca kuracja kefirem wg. Tombaka:

1 dzień-  wypić 2,5 litra kefiru w 6 dozach. Nie można spożywać żadnych posiłków oprócz sucharków- najlepiej z czarnego pieczywa.
2 dzień-  wypić 1,5- 2 litrów soku z jabłek w 6 dozach. Jeść tylko sucharki.
3 dzień-  przez cały dzień należy jeść sałatki z gotowanych na wolnym ogniu warzyw tj: burak, marchew, ziemniaki. Można dodać jedynie olej albo cebulę + sucharki :)

To jest najlepszy sposób na oczyszczenie przede wszystkim jelita grubego. Po tej kuracji organizm będzie w dużej mierze oczyszczony z toksyn i gotowy do-

kuracji cytrynowej- oczyszczającej CAŁY organizm z kwasu moczowego i wzmacniającej ogólną odporność:




Nie należy się obawiać, że tak duża ilość soku z cytryny zakwasi układ trawienny: gdy sok zostaje wypity enzymy w jamie ustnej zmieniają go na słodki smak. Tak więc do żołądka dochodzi kwas cytrynowy i askorbinowy. Cytryna jest cudownym antidotum na oczyszczenie organizmu z nierozpuszczalnych soli i śluzu. Bogata w witaminę C, mikroelementy, hormony jest owocem, który w dużych ilościach powinien ZAWSZE znajdować się w każdym domu.

Ja stosuję zazwyczaj kuracje profilaktyczną (- jestem właśnie w trakcie), choć niektórzy wierni są jedynie kuracji leczniczej- wypijając sok z 40 cytryn dziennie (!).
Wersja light wg. Tombaka-

Po dokładnym umyciu i RĘCZNYM wyciśnięciu cytryny pić sok wg schematu:
dzień 1 i 10 - 1 cytryna
dzień 2 i 9 - 2 cytryny
dzień 3 i 8 - 3 cytryny
dzień 4 i 7 - 4 cytryny
dzień 5 i 6 - 5 cytryn

Sok najlepiej pić na czczo lub tuż przed położeniem się do łóżka. Jeśli ktoś nie może pić czystego roztworu- można rozcieńczyć wodą i dodać łyżkę miodu (- tak piła zawsze moja babcia rano). Ja kuracje cytrynową przeprowadzałam nawet będąc w ciąży- ze zdrowym skutkiem dla Ptyśka :)
W przyrodzie nic nie powinno się marnować, dlatego:

- wyciśniętych połówek cytryn nie należy wyrzucać, gdyż zawierają cenne substancje korzystnie wpływające na prace serca, mózgu i naczynia krwionośne. Należy je drobno posiekać, przełożyć do słoika zalać miodem, lub cukrem i trzymać w lodówce. Po ok. 10 godzinach powstanie wspaniała esencja, która można pić z wodą zamiast innych napojów ( albo dodawać łyżeczkę do białej herbaty- pycha!).
- eliksir młodości można zrobić z 21 ziaren cytryny rozdrobnionych i zalanych 100 ml spirytusu. Należy odstawić na 7 dni w temp. pokojowej i pic na czczo po 1 łyżce stołowej 2 razy dziennie.

_____________________________________

Jeśli ktoś nie ma czasu lub ochoty na przeprowadzanie takich kuracji to namawiam przynajmniej do zjadania połówki czerwonego grejpfruta przed snem (- moja mama) lub ssania łyżki oleju słonecznikowego (- moja siostra). Szczególnie do tego ostatniego- przekonajcie się co można wyssać z organizmu po 10-20 minutach!

_____________________________________

Serdecznie polecam również cykliczne audycje INSTRUKCJA OBSŁUGI CZŁOWIEKA, które można wysłuchać też w mojej spiżarni na półce z audycjami radiowymi :)  Wiele dobrego w nich jest;  inspirują do tego  jak nauczyć się świadomie odpowiadać za własne zdrowie, życie i emocje.
_____________________________________


wszystkim dużo zdrówka życzę i oby jesienne zmęczenie i infekcje nas nie dopadły :)
byle do wiosny!

czwartek, 30 września 2010

STARYCHY LUDZI I DOMÓW SIĘ NIE PRZESADZA

Opowieść o starej kobiecie i starym domu
Jej i Jego już na tym świecie nie ma.

_________________________________

 ON

Czas powstania budynku był datowany na 1780r.

Usytuowany elewacją frontową na południe, szczytem do drogi- czyli charakterystyczny układ dla architektury ludowej w centralnej Polsce. Był typowym, jednotraktowym symetrycznie domem składającym się z sieni, 2 izb i komory. Ściany zostały wzniesione na podwalinach z luźno ułożonych kamieni polnych, które w miarę wykruszania były uzupełniane.
Do budowy chałupy użyto sosnowych połowin, które zwęglowano " na rybi ogon". Zaciosy wykonano ręcznie- siekierką. Ostatki na węgłach oraz końce przyciesi poprzecznych wystawały na ok 8 cm. W elewacji frontowej i tylnej widoczna węgłowa konstrukcja ściany oddzielającej główny budynek mieszkalny od dobudowanej nieco później drwalki. Ściany uszczelnione mchem i gliną, obustronnie bielone.
Budynek nakryty 4 spadowym dachem  o konstrukcji krokwiowo- płatwiowej . Poszyty słomą schodkowo- tzw: zakłosy (- do ich tworzenia nie użyto sznurka).
Dom został postawiony bez użycia gwoździ. Były stosowane później, do mocowania zawiasów w drzwiach...


Trafiłam do tej chałupy parę lat temu. Wówczas stan techniczny drewna był zły ( ze względu na wiek); mocno zniszczone progi, ubytki w przyciesiach i silnie osłabiona konstrukcja dachu. Strzecha przykryta była czarną folią- nie prezentowała się okazale. Okres gwarancji dla chałup krytych strzechą to ok: 40 lat. Tu od 60 lat nie zmieniono pokrycia dachu.

Niemniej dom wzbudzał liczne zainteresowania- była to zabytkowa, zamieszkana chałupa kryta strzechą z zachowanym tradycyjnie układem wnętrz i wystrojem.
Domem interesowało się wielu ludzi. Przyjeżdżali, fotografowali, nagrywali filmy etnograficzne, odbywały się plenery malarskie... Pewna para z Zakopanego przez kilka lat z rzędu zajeżdżała i oferowała przeniesienie go w swój region. Także łódzka Katedra Etnografii miała zobowiązujące plany względem budynku (nie wspominając już o lokalnym muzeum!).

... Tymczasem jego jedyna mieszkanka żyła na granicy ubóstwa-  nie stać ją było na ubezpieczenie domu-  drewniane są w ubezpieczeniu droższe od murowanych.
Z przeciekającym dachem, zjadaną przez korniki konstrukcją dębową, schorowana i cierpiąca na pogłębiającą się jaskrę [ zdecydowanie mam szczęście do tracących wzrok staruszek- pisałam o tym niedawno ] - pani Marianna żyła samiuteńka w jednej z nielicznych takich chałup w całej Polsce...


ONA

" Pani Marianno przebacz mi
Że ja tak otwarcie mówię Ci
Twoje serce z moim złączy się 
Bo mi Twoja buzia spodobała się.

Panie żołnierz, Pan se ze mnie drwi
A mnie do kochania serce drży
A z miłości mnie aż swędzi brew
Lubię takich, co mają gorącą krew."



















Pierwszy raz do staruszki pojechałam razem z moja mamą; starszym kobietom łatwiej znaleźć wspólny język.
Później jeździłyśmy tam na zmianę. Uwielbiała nasz jabłecznik z antonówek...

Marianna miała ponad 80 lat. Wyleniałego kocura okupującego zawsze próg chałupy. Nieżyczliwych sąsiadów i kilka hektarów ziemi leżącej odłogiem. Miała piękny stary Dom wraz z zabytkowymi już sprzętami, które można już tylko oglądać w skansenach.
Miała też swoje opowieści, których nie miał kto wysłuchiwać...



Tak miała dzieci- porozjeżdżały się po świecie. Jeden syn chciał ją nawet wziąć do miasta, ale ona nie chciała rozstać się z chałupą; mówiła, że starych ludzi i domów się nie przesadza.

 " A czy Pani coś w posagu ma?
   Bo to najważniejszą rolę gra. 
   Bo bez tego nie można żyć
   A tym bardziej o miłości śnić.
Mam w posagu łóżko, kołdry dwie
I materac stary znajdzie się
I małego syn ma ja też
I cóż Ty więcej ode mnie chcesz? "

Ludzie już zatracili wątek narracyjny w swoim życiu. Nie mają czasu na opowieści.
Marianna w swoich wspominkach zbierała dziewannę na kaszel, wyplatała wiklinowe kosze, robiła wycinanki i bibułkowe kwiaty do świętego kącika ( kto teraz taki posiada?). Snuła te swoje opowieści i wyszywała barwne obrazy; szczęśliwa, że ktoś chce jej słuchać.
Najbardziej lubiła opowiadać o obrządkach związanych ze świętami z nadchodzącą niedzielą, kiedy stawała przy buzujących na pełnym ogniu garach i wrzucała bochenki do pieca, mieszczącego nawet do sześciu złocistych darów Pana:





Los Marianny jest udziałem losów wielu podobnych jej kobiet, żyjących samotnie w walących się chałupach na zapomnianych wsiach.
Czasem warto skręcić w boczną drogę i zrobić tyle, ile można-  przynieść komuś wodę ze studni, pomóc narąbać drzew albo po prostu wysłuchać.

Opowieści przynoszą ukojenie...

___________________________________________

* kilka miesięcy po naszych spotkaniach zmarło się pani Mariannie. Nie doczekała zimy. Przemarznięta i nieogrzewana przez długi czas chałupa zaczęła się rozsypywać. Już nie miała dla kogo stać. Drewno i piec rozebrali miejscowi.

* cytaty pochodzą z piosenki, którą nam właścicielka często nuciła ( mąż jej przygrywał za życia na skrzypkach)

* przekazywanie starych i zabytkowych chałup na rzecz skansenów nie jest skomplikowaną procedurą. Obecnie już właściwie niepraktykowane ze względu na zły stan techniczny domostw i bardzo duże środki finansowe takiego transportu.

środa, 29 września 2010

czwartek, 23 września 2010

Dub FX

taki trans też lubię :)

nie dziwię się wcale, dlaczego K. ma Dub FX w swojej Energy Package przed każdym meczem

asany drgają przy tym cudnie

szczególnie, że w tle słychać didgeridoo (-kiedyś grałam:))


 a historia Tego człowieka i Jego muzyki... po prostu WOW!



czwartek, 16 września 2010

GRANICE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ?

czy można w ogóle wytaczać granice sztuce współczesnej?
czy należy odpuścić i nie reagować?
nie ma dla niej jednej, spójnej definicji;
jest sztuką, bo jest nielogiczna.

od kilku dni łakomym kąskiem dla milionów jest Lady Gaga, która na rozdanie nagród MTV przyszła ubrana
w... mięso:

  i pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu jedna z galerii gorszyła tłumy obieraniem ziemniaków. A fe!


a Kozyra była naczelną i obrazoburczą skandalistką, która tuż przed instalacją rzeźby nagrała śmierć konia noszącego imię artystki. A sio!


natomiast Nieznalska za obrazę uczuć religijnych trafiła przed sąd (rozprawa ciągnęła  się ponad 5 lat). Niewierna!




dziś już sztuka nie gorszy

zachwyca, że aż mdło się robi

i już nie mamy wyboru- trzeba płacić sztuce jak kurwie!




------------------------------------------------------

i jeszcze moja Praca Domowa zadana przez  Magdę pt: "10 rzeczy, które lubisz".
Z przymrużeniem oka podchodzę do wszelkich akcji tego typu i z reguły nie daję wciągnąć się w macki łańcuszków dobrej intencji ;)
No, ale tym razem popłynęłam z prądem...

Lubię:
1- najbardziej w świecie lubię budzić się przy moim Ptyśku, który pachnie snem, rozbrajająco uśmiecha się i mówi: " Mamusia mnie kocha". Najpiękniejsze co może przydarzyć się kobiecie to macierzyństwo.
2- pić herbatę z małych filiżanek w dobrym towarzystwie; najlepiej w cajovni, i palić sishe i niech tlą się kadzidła i leniwy trans się sączy.
3- jestem niepoprawnym zapachowcem, więc uwielbiam zapachy- poznawać nowe i rozpamiętywać ulubione.
4- lubię przebywać w towarzystwie ludzi inspirujących, niebanalnych, wrażliwych.
5- lubię moje małe, kobiece rytuały
6- góry i jeszcze raz góry! Te niepopularne, nieprzetarte ścieżki, które prowadzą przez Świątynię Lasu. Iść tak z plecakami wciąż pod górę, klękać, wąchać, dziękować. Zmoknąć, zagubić się, płakać i śmiać się radośnie. A potem w schronisku na polanie gorąca herbata jest Bogiem!
7- lubię czytać mądre książki i naiwne kryminały.
8- muzykę folkową, wiejską, ludową- taką z dużą ilością bębenków, skrzypiec i fujarek, co to szarpią struny duszy
9-  zbierać grzyby i zioła (czyli: leśne polany i bagniste łąki)
10- lubię tego O Wielu imionach za to, że dał mi takie a, nie inne życie.Dziękuję.


acha- jako, że niekoniecznie chcę wciągać w łańcuchowe szpony- niech czują się zaproszeni do zabawy ci, co chcą ;)

wtorek, 14 września 2010

KALENDARZ DOBREJ GOSPODYNI

Jak każda przykładna gospodyni mam mnóstwo kalendarzy, notesików i brulionów zawierających Bardzo Ważne Informacje.
Kiedyś był jeden kalendarz na dany rok.
No, czasem extra notesik w wersji torebkowej.

Obecnie proporcje się zmieniły:

1 - kalendarz w polskiej chałupie (parę razy do roku jeno tam zaglądam. No, ale jest.)
2 - teraźniejszy kalendarz
3 - notes w nocnej szafce, który nigdy tam nie leży- z tego względu:
3a - notesik zapasowy (najbardziej zapisany!)
4 - notes z torby wózkowej; pilnuję się, żeby go nigdy stamtąd nie wyjmować
5 - notes z tamtego roku, ale pozapisywane są tam (niechcący) Pewne Ważne Sprawy- więc funkcjonuje jako obowiązujący na ten rok.



Specyfika robienia notatek terenowych w moich kalendarzach jest wyłącznie dla mnie zrozumiała.
Za każdym razem obiecuję sobie to wszystko gdzieś logicznie uporządkować...
No- obiecuję sobie.

I jeśli np. szukam przepisu na jakieś danie, to muszę sobie przypomnieć kiedy i w jakich okolicznościach dowiedziałam się o ww - gdyż wbrew pozorom niestety nie posiadam jednego, generalnego notesu z przepisami (!)

Tak samo jest z książkami; nie potrafię rozstać się z jakimś tekstem i przenoszę go sobie do teraźniejszego notatnika. Ból, kiedy muszę nagle to znaleźć...

A ostatnio przywiozłam sobie z Polski stary (wydany przez Przyjaciółkę) kalendarz mojej mamy z 1986r.
Wspaniała rzecz. Jest tu wszystko:
- biorytmy,
- moda i uroda,
- dziewiarski elementarz,
- bajki dla kobiet niepracujących zawodowo (-coś dla mnie!)
- mała encyklopedia sztuki
- miejsce na kronikę rodzinną...



Często będę do niego zaglądać.
Jaka szkoda, że nie ma obecnie podobnych publikacji...
Wartościowa rzecz dla każdej gospodyni :)


niedziela, 12 września 2010

PIOSENKA CZAROFFNICY

jako, że większość czasu ostatnimi tygodniami spędziłam w lesie i lasem pachną wspomnienia, zdjęcia i słoiki- piosenka dla tych, co lubią włóczyć się leśnymi ścieżkami i nasłuchiwać.
zawsze w lesie plączą mi się barbarzyńskie i pogańskie melodie
a wiadomo- po lesie głos niesie:



W lesie na polanie rośnie stary dąb
Mówią o nim ludzie, że to wiedźmi dom
Mówią o nim ludzie, że to dziwów dziw
Że kto raz go dotknął już nie wróci żyw

Zabłądził raz w lesie niebrzydki młodzieniec
A pod dębem dziewka na jej głowie wieniec
Cichuteńko szlocha, łzy jej płyną strugą
„Chodź tu piękna panno, zabiorę cię do dom”

„Pójdę ja za tobą miłościwy panie
Jeśli mi obiecasz wierność i kochanie”
„Będę tobie miła do śmierci oddany
Jeszcze żem nie spotkał tak przepięknej panny”

Przeminęła jesień, kwiaty polne zwiędły
„Pójdę ja do lasu, zdrzemnę się pod dębem”
I poszedł młodzieniec i znów ujrzał dziwy
Krąg tańczących wokół panien urodziwych

„Chodź za nami panie do szczęścia krainy
Będziem cię hołubić, będziesz nam jedyny”
I poszedł młodzieniec w leśnych dróg zastępy
Bo nigdy nie widział panien tak przepięknych

A gdy po mokradłach i po bagnach brodził
Ujrzał we śnie dziewkę, której dziecię spłodził
„Tyś mi był niewierny, siostry tak mówiły
I dlatego tutaj cię przyprowadziły”

Jedna już mu członki obcina z uporem
Druga modre oczy wysysa jęzorem
Trzecia pozrywała mu kołtuny złote
Czwarta łeb obcięła i przykryła błotem
 / POŁUDNICA- PASKUDZTWO /

-----------------
krótka historia o Czroffnicy bez zdjęcia-

Lata temu, zbierałam kiedyś grzyby w sitowskim lesie z rodzicami. Nie interesowała mnie wówczas kultura ludowa- byłam wojująca etnolożką z perspektywą na inżynierię środowiskową. Na skraju lasu znaleźliśmy rujnującą się starą chatkę drewnianą, otoczoną wyszczerbionym płotem. Tlił się dym z komina a dorodne pelargonie w oknach świadczyły, że ktoś tam mieszka. Usiedliśmy za stodołom i obrywaliśmy dojrzałe jeżyny. ...I właśnie wtedy doznałam po raz pierwszy w moim życiu Przeświadczenia tak wyraźnego i jednoznacznego, że długo później próbowałam sobie To tłumaczyć na różne sposoby. Zbędnie...
Ja w tej chatce kiedyś mieszkałam! Wszystko było takie podobne... 
Podeszła do nas wtedy staruszka pomarszczona jak pergamin i zaproponowała kubek swojskiego mleka (w stodole stała krowa). Powiedziała, że zna mój głos i pogłaskała mnie po głowie. Poruszała się zwinnie i majestatycznie. Moja mama miała łzy w oczach- starowinka mieszkała tam sama. Była niewidoma.

-----------
chatki od lat nie ma
las już nie ten sam.